RE: Czy samobójstwo jest wyj?ciem?
Nie wiem, czy mi to w czymś pomoże, ale napiszę tutaj.
Nie mogłam nigdy znaleźć akceptacji, zawsze przejmowałam się zdaniem innych. Należałam do różnych subkultur - hipisowskich,punkowych etc tylko po to, aby ktoś powiedział o mnie pozytywne zdanie. Pracowałam w podstawówce i gimnazjum na 250% swoich możliwości, aby rodzice byli ze mnie dumni - tylko dlatego. Od razu zawierzałam ludziom, mówiłam o sobie za dużo, byłam szalenie otwarta, dlatego tak samo szybko na ludziach się zawodziłam. Od zawsze chciałam się czuć potrzebna, bardzo boli mnie cierpienie ludzkie, dlatego byłam zawsze na zawołanie każdego, potrafiłam dla drugiego człowieka zrobić wszystko, mimo, że nie byliśmy razem blisko ani nie był nikim szczególnym dla mnie. Byłam psychologiem dla wszystkich. Udzielałam się wolontariatach, biegałam jak dzika krowa, aby wszystkim na około pomóc, aby nikt nie czuł się przy mnie źle. Aby ktoś mnie zaakceptował i pokochał. Chciałam usłyszeć "dziękuję Kaju, pomogłaś mi, jestem ci bardzo wdzięczna/y".
Nie miałam łatwego dzieciństwa, wyrosłam w rodzinie z problemami - co prawda moja Matka jest najwspanialszą osobą na świecie - o ironio z tym też mam problem - ale ojciec od zawsze pił, nie przejmował się mną, Siostrą ani Matką, w czasach gdy pił najwięcej, bił matkę i mnie, kiedy zasłaniałam ją własnym ciałem - Siostra zdecydowanie starsza (13 lat, nie mieszkała z nami w tym okresie).
W wieku 15 lat zaczęłam się odchudzać - byłam puszystą dziewczynką, dlaczego byłam celem kpin w podstawówce, co też się na mnie bardzo odbiło, patrz: początek listu, popadłam w anoreksję a potem w bulimię. Do dzisiejszego dnia mam lekką nadwagę i zaburzenia jedzenia. Chodziłam do różnych psychologów, włóczyłam się do różnych szpitalach aż w końcu z bardzo sporej niedowagi przytyłam aż za bardzo, bo nie umiałam znaleźć umiaru. Ciągle mam wahania wagi oscylujące ok 20 kg.
W wieku 16 lat zostałam zgwałcona po imprezie, pierwszy raz w życiu wtedy wypiłam i nie miałam pojęcia, jakie mogą być tego konsekwencje. Niestety po jednym drinku zaczęło mi wirować w głowie, przestraszyłam się i chciałam wrócić do domu. Byłam w wieku, kiedy piciem imponowało się a jak wcześniej pisałam, chciałam znaleźć akceptację, dlatego umknęłam sama, aby nikt nie zauważył, że "odpadłam".
Do tego doszła aborcja, którą również bardzo przeżyłam, bo zostałam do niej zmuszona przez Matkę - chociaż wiem, że urodzenie dziecka w wieku 16 lat, w dodatku powstałego w efekcie gwałtu nie byłoby dobrym pomysłem, jednak... bardzo odbiło się to na mojej psychice.
Miałam pewną odskoczenie w sporcie, który kocham, jednak w tej sferze - sport wymagający bardzo dużych nakładów finansowych ze strony rodziny - w ostatnich tygodniach też się niezbyt dobrze układa. Brakuje pieniędzy, chcę zmienić ośrodek, gdyż dobija mnie atmosfera tu panująca, co wymaga kolejnych zmian i kolejnych pieniędzy a moja Matka jest bardzo wrażliwa na punkcie finansów... chcę zachować anonimowość, dlatego nie będę rozwijała tego tematu. Generalnie sportu w którym znajdowałam oparcie był moją jedyną odskocznią od problemów w tym momencie nie mam możliwości uprawiać.
Myślę od dłuższego czasu o samobójstwie, ale nie dlatego, że mam ze sobą bagaż nieprzyjemnych doświadczeń... napisałam wcześniej, że dobroć mojej Matki mi przeszkadza... otóż jest ona najwspanialszą osobą na świecie, ale zarazem jest bardzo wrażliwa, wręćz jest histeryczką. Bardzo się o mnie boi (odkąd poszłam do liceum nie mieszkam w domu, ponieważ miałam aspirację nauki w najlepszej szkole w Polsce, która jest oddalona od mojego miasta o ok 40-50 km), w dodatku jestem osobą chorobliwą i ciągle coś mi jest. Generalnie wiem, że cierpi, cierpi przeze mnie, ponieważ są ciągle ze mną problemy.
Widziałam, jak płakała, kiedy krzyczałam, że nie zjem tej (*$&%*& marchewki, kiedy wróciłam do domu z potarganą sukienką, kiedy przychodziłam ze szkoły ze łzami w oczach, bo znowu ktoś nazwał mnie hipopotamem.Uderzyło ją też to, że przestałam chodzić do kościoła i powiedziałam jej wprost, że dla mnie to stek cholernych bzdur. Chciałabym aby powiedziała "Kaja, daj spokój, przestań i koniec, nie mam ochoty słuchać twoich żali". Czuję, że nie jestem dobrą córką.
Nie mogę znieść myśli, że ktoś może przeze mnie cierpieć tak bardzo. Wiem, że chcąc popełnić samobójstwo tworzę błędne koło, ale przynajmniej nie będę świadkiem ich cierpienia. Wiem, że to cholernie podłe i egoistyczne, ale nie daję rady. Siostra dzwoniła do mnie z pretensjami, że znowu zawracam dupę i chcę zmieniać ośrodek w którym trenuje. Powiedziała mi wprost, że jestem rozpieszczonym bachorem, który od życia dostał wszystko ale ciągle miesza i psuje życie innym. Jej nie pozwolono nawet mieć psa a o wyjeździe do innego miasta aby uczyć się w liceum mogła pomarzyć.
Rozumiecie konkluzję? Duszę w sobie emocje i przeżycia, bo boję się, że odrzucą mnie już najbliżsi. Z drugiej strony niedługo to rozsadzi mnie od środka. Wczoraj doszło do sporej awantury między mną a moją Mamą. Mówiłam rzeczy, których w życiu nie chciałam powiedzieć. Przez te wszystkie przekleństwa chciałam tylko powiedzieć "znienawidź mnie, zostaw mnie, nie przejmuj się mną bo nie Twój gniew a Twoje łzy bolą mnie najbardziej".Niestety,rozum podpowiadał mi,że osiągnę zupełnie inny skutek,ale emocje wzięły górę.
Rano dzwoniła do mnie Siostra,potem Babcia z zapytaniem,co ja najlepszego zrobiłam,bo Matka ciągle płacze.Chociaż przepraszałam ją wczoraj,płacząc i przytulając się do jej piersi.Wiem,że nigdy mi tego nie zapomni.
Nie mogę już z tym żyć.Po prostu nie mogę.
Druga sprawa to mój chłopak,który mieszka co prawda 250 km ode mnie i widzimy się tylko 3 dni w tygodniu, jednak kocham Go bardzo i wiem, że On kocha też mnie. Nie wyobrażam sobie życia bez Niego, wczoraj chciałam wsiąść w pierwszy lepszy pociąg do Warszawy, zobaczyć go, przytulić się, dowiedzieć,że "wszystko będzie dobrze" i wrócić do domu. Jednak znowu kwestia jest taka sama jak z moją Mamą. Boję się odrzucenia, ponieważ "ciągle nudzę i gadam o swoich problemach". Wyglądam teraz strasznie, mam zapuchnięte oczy, zakrwawione ręce (kiedy się zdenerwuje, drapię się do krwi nawet tego nie zauważając) i usta, obgryzione paznokcie, jest mi słabo, bo od dwóch dni nic nie przełknęłam, mam rozczorchane, brudne włosy i rozmazany makijaż z wczoraj, jednak kiedy przyjedzie wieczorem, będę jego zadbaną, świergoczącą Kają.
Boję się i mam tego dość. Nie chcę być świadkiem bólu ludzi, których kocham, mimo, że przez to samobójstwo zranię ich najbardziej. Czuję się jeszcze gorzej, bo wspominałam dwóm wymienionym wyżej osobom o moich planach i obie nie wzięły tego na poważnie. Albo inaczej - Matkę chyba dodatkowo to podłamało, dlaczego poszła płakać a On raczej ma do tego sporo rezerwy, mimo, że napisał mi wiele ciepłych, pocieszających słów.
Podświadomie chcę,aby ktoś mnie powstrzymał...tylko podświadomie.
edit: Przepraszam, że napisałam tak chaotycznie i nieskładnie, jednak tak się właśnie czuję. Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumiał, o co mi chodzi, mam nadzieję, że tak.
|