Witam,
mam 26 lat i wrażenie, że życie ucieka mi przez palce... Mam poczucie wielu straconych, i niewykorzystanych chwil, a wszystko przez strach, który chyba na dobre zagościł w moim życiu.
Zawsze byłam osobą zakompleksioną, raczej zamkniętą w sobie. Przerażała mnie każda nowa sytuacja, nowe miejsca, nowi ludzi... Zawsze uważałam się za gorszą od innych, i wszystkim dookoła, zazrościłam wszystkiego - wyglądu, sposobu mówienia, tego że mają przyjaciół i przede wszystkim tego że są szczęsliwi (a przynajmniej na takich wyglądają). Ciągłe porównywanie się z innymi jeszcze bardziej obniżało moją samoocenę, jeszcze bardziej upewniało w przekonaniu, że jestem beznadziejna, że nic w życiu mi się nie nie uda.
Jednym ze skutków takiego myślenia jest fakt - że jestem sama. Nigdy nie miałam przyjaciółki, a co za tym idzie nigdy nie miałam się komu zwierzać ze swych problemów, które kotłowały się w mojej głowie...
Ostatnimi czasy coraz bardziej chciałabym coś zmienić w swym życiu, tyle czasu przecież już zmarnowałam.... Probelm tkwi jednak w tym że nie tylko nie wiem jak to zrobić, ale przede wszystkim - przeraża mnie każda zmiana która miałby nastąpić w moim życiu.
N
p. Unikam spotkań z ludzmi (bo po tak długiej samotności, uważam że nie potrafię się z nimi komunikować że nie będę odpowiednim kompanem do rozmowy, zabawy..). Mam ochotę zmienić pracę, wiec wysyłam co jakiś czas CV. Gdy jednak za jakiś czas dzwoni jakiś obcy nr z reguły go nie odbieram ("obawiając" sie tego ż właśnie ktoś chciałby zaprosić mnie na rozmowę), albo odmawiam spotkania, wymyslając jakieś dziwne powody... Myśl o zmiane pracy, o nowym miejscu, nowych ludziach wywołuje we mnie taki paniczny strach, przez który nie podejmuje żadnych działań w swym życiu... od wielu lat stoje w tym samym miejscu. Mam ogromne poczucie wielu straconych chwil i szans które przez wyimaginowany strach (którego nie potrafię niestety pokonać) uciekły mi przez ostatnie lata.
Będąc w tym wieku, coraz bardziej uświadamiam sobie, że czas niesamowice szybko płynie. Niestety nie dodaje mi to nowej energii do działania, a wręcz przeciwnie wpędza w coraz większą depresję.
Siedzę całe dnie w domu, nigdzie nie wychodzę, nigdzie nie bywam....
Chciałabym w końcu zmienić coś w swoim życiu, w końcu zacząć się uśmiechać, cieszyć się z każdej chwili, i nie mieć poczucia że zmarnowałam całe życie... nie robiąc kompletnie nic... Chciałabym w końcu mieć bliskich przyjaciół, ludzi którzy zawsze będą mnie wspierać..
Jestem świadoma tego, że jest mi potrzeba zmiana - niestety nie potrafię zebrać w sobie na tyle siły żeby tego dokonać...Nie wiem, od czego zacząć, żeby w końcu zacząć korzystać z życia i cieszyć się nim, bo jest przecież tylko jedno...co mogę zrobić??[/align]
[align=justify]