<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum Grupy Wsparcia Psychologicznego - Wszystkie działy]]></title>
		<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/</link>
		<description><![CDATA[Forum Grupy Wsparcia Psychologicznego - http://www.psychowsparcie.org/forum]]></description>
		<pubDate>Mon, 28 May 2012 06:14:48 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Mam wielkiego doła :(]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1071</link>
			<pubDate>Fri, 25 May 2012 18:19:55 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1071</guid>
			<description><![CDATA[Mam 17 lat od urodzenia choruję na zanik mięśni. Porusza się na wózku. Przez te wszystkie lata zmagam się z tą chorobą. Miewałam czasem gorsze dni które szybko mijały, ale ostatnio jest coraz gorzej nie radzę sobie. Choroba zaczęła mnie przerastać. Coraz częściej zaczęły dokuczać mi bóle kręgosłupa.Przez to ograniczył się mój kontakt z moimi rówieśnikami. Ponieważ musiałam przejść na nauczanie indywidualne w domu. To był dla mnie totalny szok ponieważ całą podstawówkę i gimnazjum uczęszczałam normalnie do szkoły. Wcześniej nie wyobrażałam sobie, żeby uczyć się w domu ponieważ zawsze był dla mnie ważny kontakt z ludźmi, lubię także poznawać nowe osoby. Rodzice robili wszystko bym nie czuła się inna lub gorsza od pozostałych ludzi. Gdy byłam dzieckiem było ok, ale teraz gdy jestem nastolatką już sobie z tym nie radzę. Mam już wszystkiego dość chciałabym być normalną nastolatką iść na dyskotekę, spotykać się ze znajomymi na mieście, chodzić do kina czy iść na pizzę z koleżankami i robić wszystkie te rzeczy, które robią dziewczyny w moim wieku. I najważniejsze chciałbym być samodzielna, a nie ciągle uzależniona od rodziców i wogóle od pomocy innych osób.<br />
Nie mam osoby, której mogłabym się zwierzyć i z którą pogadać, która by mnie zrozumiała. <br />
Próbowałam rozmawiać z psychologiem szkolnym, ale nie potrafię komuś tak po prostu o wszystkim opowiadać obcej osobie łatwiej jest napisać. <br />
A z bliskimi nie chcę o tym rozmawiać ponieważ nie chcę obarczać ich moimi problemami.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Mam 17 lat od urodzenia choruję na zanik mięśni. Porusza się na wózku. Przez te wszystkie lata zmagam się z tą chorobą. Miewałam czasem gorsze dni które szybko mijały, ale ostatnio jest coraz gorzej nie radzę sobie. Choroba zaczęła mnie przerastać. Coraz częściej zaczęły dokuczać mi bóle kręgosłupa.Przez to ograniczył się mój kontakt z moimi rówieśnikami. Ponieważ musiałam przejść na nauczanie indywidualne w domu. To był dla mnie totalny szok ponieważ całą podstawówkę i gimnazjum uczęszczałam normalnie do szkoły. Wcześniej nie wyobrażałam sobie, żeby uczyć się w domu ponieważ zawsze był dla mnie ważny kontakt z ludźmi, lubię także poznawać nowe osoby. Rodzice robili wszystko bym nie czuła się inna lub gorsza od pozostałych ludzi. Gdy byłam dzieckiem było ok, ale teraz gdy jestem nastolatką już sobie z tym nie radzę. Mam już wszystkiego dość chciałabym być normalną nastolatką iść na dyskotekę, spotykać się ze znajomymi na mieście, chodzić do kina czy iść na pizzę z koleżankami i robić wszystkie te rzeczy, które robią dziewczyny w moim wieku. I najważniejsze chciałbym być samodzielna, a nie ciągle uzależniona od rodziców i wogóle od pomocy innych osób.<br />
Nie mam osoby, której mogłabym się zwierzyć i z którą pogadać, która by mnie zrozumiała. <br />
Próbowałam rozmawiać z psychologiem szkolnym, ale nie potrafię komuś tak po prostu o wszystkim opowiadać obcej osobie łatwiej jest napisać. <br />
A z bliskimi nie chcę o tym rozmawiać ponieważ nie chcę obarczać ich moimi problemami.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[mama kontra corka]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1070</link>
			<pubDate>Wed, 23 May 2012 15:40:51 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1070</guid>
			<description><![CDATA[Czesc, zaczynam pisac ten post juz trzeci raz i mam nadzieje ze tym razem uda mi sie go skonczyc. Bardzo potrzebuje pomocy i mam cicha nadzieje ze jakiejs zyczliwej osobie zeczce sie napisac choc kilka slow. Moze ktos przechodzil to samo? Moze ma podobne doswiadczenia i potrafi mi pomoc odnalezdz wyjscie z tej sytuacji? Ja wcale nie licze na slowa otuchy, poklepywanie po ramieniu i przyznawanie mi racji. Chcialabym poznac opinie osob ktore do mojego problemu potrafia podejs z rezerwa, obiektywnie ocenic sytuacje. Mnie w tej chwili na to nie stac i trudno jest wyzbyc sie emocji jesli rzecz tyczy jednego z najwazniejszych ludzi w moim zyciu  a mianowicie mojej mamy. Nasz problem istnieje od dawna i pomimo tego ze sama niedawno zostalam mama i nie mam juz nastu lat on jakby przybiera na sile. Kocham moja mame i rzecz ta nie ulega watpliwosci, ona kocha mnie rowniez i nie sadze zeby bylo inaczej wydaje mi sie jednak ze mnie nie lubi, ze ma trudnosci w komunikowaniu sie ze mna i jest cos jeszcze czego ona przez laty nie umiala nazwac a ja tego nie rozumiem. Gdyby nie moj brat uznalabym poprostu ze jest niewylewna, moze nawet szorstka czasami ale to nie jest przeciez koniec swiata. Ludzie maja problemy z wyrazaniem uczuc ale to wcale nie oznacza ze ich nie posiadaja prawda? Czasami jednak, a nawet bardzo czesto, wydaje mi sie ze ja poprostu nie sprostalam jakims jej oczekiwaniom, ze nie jestem wystarczajaco dobra...Mojego brata traktuje zupelnie inaczej...Wiem, ze zostane posadzona o zazdrosc i tak na pewno choc nie jest juz tak silna jak w dziecinstwie czy okresie dojrzewania. Teraz bardziej chodzi mi o zrozumienie dlaczego tak jest? i jak to naprawic? sama mam coreczke i nie chce uczyc jej takich relacji, a przeciez ona rosnie, obserwuje i wyciaga wnioski. Moze podam kilka przykladow zeby bardziej rozjasnic sytuacje...Mama nigdy np nie powiedziala mi ze jest ze mnie dumna a o nim opowiada w samych superlatywach, czasami nawet mocno ubarwiajac sytuacje czy wrecz wymyslajac niektore rzeczy. Ja jestem po studiach, sataralam sie nigdy nie prosic rodzicow o pieniadze, pracowalam dorywczo od 16 roku zycia, on balowal, studia rzucil, i chos tez juz zalozyl rodzine nadal wyciaga od rodzicow niesamowite kwoty oszukujac ich o czym oni doskonale wiedza. Tata raz probowal z tym skonczyc ale mama wpadla w panike, ze on sobie nie poradzi, ze musza mu na razie pomagac dopoki nie stanie na wlasnych nogach choc moim zdaniem nigdy to nie nastapi jezeli mama nie przestanie tak sie zachowywac. Poza tym moj brat bardzo lekcewazaco ich traktuje i pozwala na to swojej zonie. Kiedy zwrocilam mamie na to uwage wsciekla sie na mnie i stwierdzila ze to nie moja sprawa i ze ja nie jestem lepsza. Czesto wmawia mi ze mam paranoje i kazala mi nawet wybrac sie do psychologa sugerujac ze kiedys skrzywdze emocjonalnie moja coreczke...Byc moze tak jest, sama nie wiem, bardzo sie tego boje i prosze o pomoc. Jak z nim rozmawia przez telefon to nawet nie mowi o mnie po imieniu tylko mowi "tamta". Non stop mnie krytykuje, czego nie moze zniesc nawet moj maz a kiedy jest cos nie tak z moim bratem zabrania mi sie wypowiadac. Nawet jesli mam osobisty z nim problem nie wolno mi z nim o tym pogadac bo on przeciez jest taki newowy itd.  Tata tez zaczal to zauwazac ale bierze go placzem i jakos zawsze przekonuje do swoich racji. Niech tak bedzie, nie chce przeciez zeby moi rodzice poroznili sie prze ze mnie. Przykro mi tylko ze nie mam poplecznika w rodzinie, kogos kto by mnie zrozumial, nie krytykowal czasem moze inaczej spojrzal niz przez pryzmat przewrazliwienia ktore na pewno przez te lata w sobie wyrobilam i ktore bardzo utrudnia mi zycie. Inne osoby tez widza ze mama wyraznie faworyzuje mojego brata ale ona nie chce nawet o tym porozmawiac. Dodam tez ze mama ma niezbyt dobre relacje ze swoja mama i rodzenstwem ktora ja uwielbiam o co jest chyba toche zla. Zawsze czula sie przez nich wszystkich pokrzywdzona i teraz mnie wmawia zae ja tez czuje sie pokrzywdzona przez nia a nie mam najmniejszych podstaw ku temu. Nawet moja bratowa traktuje zyczliwiej ode mnie, jakby czasem mi na zlos. Probowalam z nia rozmawiac wielokrotnie ale nigdy oprocz klotni nic z tego nie wychodzi. Caly czas mi mowi ze to wszystko moje wymysly i ze takie sytuacje czy emocje wogole nie istnieja. A przeciez ja wiem co czuje. Jest mi przykro i smutni i nie umiem sobie z tym poradzic a poniewaz problem dotyczy bezposrednie jej zwrocilam sie z tym do niej ale ona udaje ze tego nie ma, albo krzyczy ze ma dosyc moich histerii i nie chce mi pomoc. Nie chce pomos nam. Ja juz mam dosyc tego blagania o zaineresowanie czy jakiez zyczliwsze uczucia. To zaczyna byc ponizajace. Dodam ze po kazdej naszej probie rozmowy dzwoni do mojego brata i wszystko mu opowiada z ironia w glosie. Opowiadala mu rowniez o moich prywatnych sprawach i problemach malzenskich wiec przestalam sie jej zwierzac. Nie wiem juz co robic? jesli zotawie wszystko tak jak jest to nasze drogi w konu sie rozejda a tego bardzo nie chce bo to w konu moja mama...Pomozcie, prosze....]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Czesc, zaczynam pisac ten post juz trzeci raz i mam nadzieje ze tym razem uda mi sie go skonczyc. Bardzo potrzebuje pomocy i mam cicha nadzieje ze jakiejs zyczliwej osobie zeczce sie napisac choc kilka slow. Moze ktos przechodzil to samo? Moze ma podobne doswiadczenia i potrafi mi pomoc odnalezdz wyjscie z tej sytuacji? Ja wcale nie licze na slowa otuchy, poklepywanie po ramieniu i przyznawanie mi racji. Chcialabym poznac opinie osob ktore do mojego problemu potrafia podejs z rezerwa, obiektywnie ocenic sytuacje. Mnie w tej chwili na to nie stac i trudno jest wyzbyc sie emocji jesli rzecz tyczy jednego z najwazniejszych ludzi w moim zyciu  a mianowicie mojej mamy. Nasz problem istnieje od dawna i pomimo tego ze sama niedawno zostalam mama i nie mam juz nastu lat on jakby przybiera na sile. Kocham moja mame i rzecz ta nie ulega watpliwosci, ona kocha mnie rowniez i nie sadze zeby bylo inaczej wydaje mi sie jednak ze mnie nie lubi, ze ma trudnosci w komunikowaniu sie ze mna i jest cos jeszcze czego ona przez laty nie umiala nazwac a ja tego nie rozumiem. Gdyby nie moj brat uznalabym poprostu ze jest niewylewna, moze nawet szorstka czasami ale to nie jest przeciez koniec swiata. Ludzie maja problemy z wyrazaniem uczuc ale to wcale nie oznacza ze ich nie posiadaja prawda? Czasami jednak, a nawet bardzo czesto, wydaje mi sie ze ja poprostu nie sprostalam jakims jej oczekiwaniom, ze nie jestem wystarczajaco dobra...Mojego brata traktuje zupelnie inaczej...Wiem, ze zostane posadzona o zazdrosc i tak na pewno choc nie jest juz tak silna jak w dziecinstwie czy okresie dojrzewania. Teraz bardziej chodzi mi o zrozumienie dlaczego tak jest? i jak to naprawic? sama mam coreczke i nie chce uczyc jej takich relacji, a przeciez ona rosnie, obserwuje i wyciaga wnioski. Moze podam kilka przykladow zeby bardziej rozjasnic sytuacje...Mama nigdy np nie powiedziala mi ze jest ze mnie dumna a o nim opowiada w samych superlatywach, czasami nawet mocno ubarwiajac sytuacje czy wrecz wymyslajac niektore rzeczy. Ja jestem po studiach, sataralam sie nigdy nie prosic rodzicow o pieniadze, pracowalam dorywczo od 16 roku zycia, on balowal, studia rzucil, i chos tez juz zalozyl rodzine nadal wyciaga od rodzicow niesamowite kwoty oszukujac ich o czym oni doskonale wiedza. Tata raz probowal z tym skonczyc ale mama wpadla w panike, ze on sobie nie poradzi, ze musza mu na razie pomagac dopoki nie stanie na wlasnych nogach choc moim zdaniem nigdy to nie nastapi jezeli mama nie przestanie tak sie zachowywac. Poza tym moj brat bardzo lekcewazaco ich traktuje i pozwala na to swojej zonie. Kiedy zwrocilam mamie na to uwage wsciekla sie na mnie i stwierdzila ze to nie moja sprawa i ze ja nie jestem lepsza. Czesto wmawia mi ze mam paranoje i kazala mi nawet wybrac sie do psychologa sugerujac ze kiedys skrzywdze emocjonalnie moja coreczke...Byc moze tak jest, sama nie wiem, bardzo sie tego boje i prosze o pomoc. Jak z nim rozmawia przez telefon to nawet nie mowi o mnie po imieniu tylko mowi "tamta". Non stop mnie krytykuje, czego nie moze zniesc nawet moj maz a kiedy jest cos nie tak z moim bratem zabrania mi sie wypowiadac. Nawet jesli mam osobisty z nim problem nie wolno mi z nim o tym pogadac bo on przeciez jest taki newowy itd.  Tata tez zaczal to zauwazac ale bierze go placzem i jakos zawsze przekonuje do swoich racji. Niech tak bedzie, nie chce przeciez zeby moi rodzice poroznili sie prze ze mnie. Przykro mi tylko ze nie mam poplecznika w rodzinie, kogos kto by mnie zrozumial, nie krytykowal czasem moze inaczej spojrzal niz przez pryzmat przewrazliwienia ktore na pewno przez te lata w sobie wyrobilam i ktore bardzo utrudnia mi zycie. Inne osoby tez widza ze mama wyraznie faworyzuje mojego brata ale ona nie chce nawet o tym porozmawiac. Dodam tez ze mama ma niezbyt dobre relacje ze swoja mama i rodzenstwem ktora ja uwielbiam o co jest chyba toche zla. Zawsze czula sie przez nich wszystkich pokrzywdzona i teraz mnie wmawia zae ja tez czuje sie pokrzywdzona przez nia a nie mam najmniejszych podstaw ku temu. Nawet moja bratowa traktuje zyczliwiej ode mnie, jakby czasem mi na zlos. Probowalam z nia rozmawiac wielokrotnie ale nigdy oprocz klotni nic z tego nie wychodzi. Caly czas mi mowi ze to wszystko moje wymysly i ze takie sytuacje czy emocje wogole nie istnieja. A przeciez ja wiem co czuje. Jest mi przykro i smutni i nie umiem sobie z tym poradzic a poniewaz problem dotyczy bezposrednie jej zwrocilam sie z tym do niej ale ona udaje ze tego nie ma, albo krzyczy ze ma dosyc moich histerii i nie chce mi pomoc. Nie chce pomos nam. Ja juz mam dosyc tego blagania o zaineresowanie czy jakiez zyczliwsze uczucia. To zaczyna byc ponizajace. Dodam ze po kazdej naszej probie rozmowy dzwoni do mojego brata i wszystko mu opowiada z ironia w glosie. Opowiadala mu rowniez o moich prywatnych sprawach i problemach malzenskich wiec przestalam sie jej zwierzac. Nie wiem juz co robic? jesli zotawie wszystko tak jak jest to nasze drogi w konu sie rozejda a tego bardzo nie chce bo to w konu moja mama...Pomozcie, prosze....]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Mam poważny problem-Proszę o pomoc]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1069</link>
			<pubDate>Mon, 21 May 2012 20:06:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1069</guid>
			<description><![CDATA[Witam mam na imię Agnieszka ,mam 32 lata ,mieszkam obecnie w Anglii od 6 lat .Jestem mężatką i mam dwoje dzieci 7 i 2,5 roku .Od dłuższego czasu mam depresję ,nie pracuję teraz ,moje problemy te poważne zaczęły się dwa lata temu ,teraz jest gorzej .Trudno mi o tym pisać tutaj bo mi wstyd ,cały czas krzyczę nawet na dzieci ,nic mnie nie cieszy-brak pracy ,pieniędzy ,kłopoty finansowe ,kłotnie z mężem,czasami szarpiemy się ,kilka razy mnie uderzył ,nie szanuje mnie i wyzywa ,jestem barzo nerwowa i chcę odejść od męża ale nie mam na to siły ;brak przyjaciół ,czuję że nikt mnie nie rozumie i nie lubi ze względu na moje zachowanie .I jeszcze to co gorsze gdy moje dzieci krzyczą ,piszczą itp.. ja bardzo się denerwuję ,też zaczynam krzyczeć na nich ,czasami jestem agresywna ,potrafię rzucać wszystkim ,chyba mam uczulenie na krzyk ,hałas ,nie mogę tego znieść ,gdy jest spokój to jest ok i to co gorsze ja zaczynam .... ( to trudne <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" />( zaczynam się bić ,po twarzy i po głowie ,wiele razy i nie wiem skąd mi się to wzięło .Boję się o swoje zdrowie ,nie wiem co mam robić ,nie byłam jeszcze u psychologa tu w Uk bo nawet nie mam pieniędzy ,czasami myślę że powinien mnie ktoś zbadać jakiś psychiatra .]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam mam na imię Agnieszka ,mam 32 lata ,mieszkam obecnie w Anglii od 6 lat .Jestem mężatką i mam dwoje dzieci 7 i 2,5 roku .Od dłuższego czasu mam depresję ,nie pracuję teraz ,moje problemy te poważne zaczęły się dwa lata temu ,teraz jest gorzej .Trudno mi o tym pisać tutaj bo mi wstyd ,cały czas krzyczę nawet na dzieci ,nic mnie nie cieszy-brak pracy ,pieniędzy ,kłopoty finansowe ,kłotnie z mężem,czasami szarpiemy się ,kilka razy mnie uderzył ,nie szanuje mnie i wyzywa ,jestem barzo nerwowa i chcę odejść od męża ale nie mam na to siły ;brak przyjaciół ,czuję że nikt mnie nie rozumie i nie lubi ze względu na moje zachowanie .I jeszcze to co gorsze gdy moje dzieci krzyczą ,piszczą itp.. ja bardzo się denerwuję ,też zaczynam krzyczeć na nich ,czasami jestem agresywna ,potrafię rzucać wszystkim ,chyba mam uczulenie na krzyk ,hałas ,nie mogę tego znieść ,gdy jest spokój to jest ok i to co gorsze ja zaczynam .... ( to trudne <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" />( zaczynam się bić ,po twarzy i po głowie ,wiele razy i nie wiem skąd mi się to wzięło .Boję się o swoje zdrowie ,nie wiem co mam robić ,nie byłam jeszcze u psychologa tu w Uk bo nawet nie mam pieniędzy ,czasami myślę że powinien mnie ktoś zbadać jakiś psychiatra .]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Była dziewczyna mojego narzeczonego]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1068</link>
			<pubDate>Mon, 21 May 2012 13:12:19 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1068</guid>
			<description><![CDATA[Witam,<br />
Piszę ponieważ mam pewien problem z byłą dziewczyną mojego narzeczonego, a jestem pewna że któraś z was miała już tego typu problem.<br />
Z R. spotykam się już od 4 lat. 2 lata temu zaręczyliśmy się. Za rok planujemy wziąć ślub, już mamy termin i salę <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> Układa nam się różnie, znajomi mówią że 'trafiła kosa na kamień', gdyż obydwoje mamy silne charaktery. Czasami mamy spięcia i kłótnie, ale nie są one zbyt poważne i nie trwają dłużej niż 10 minut. Moja rodzina bardzo go lubi i cieszą się z naszego ślubu. Jego rodzice niestety nie są za bardzo za mną, a jest to spowodowane jego poprzednimi związkami. Jego poprzednie dziewczyny (miał dwie) były bardzo uległe i zgadzały się na wszystko. Ja taka nie jestem i jego rodzinie to przeszkadza. On nie przykłada do tego wagi i mówi że dobrze że poślubi zołzę na nie uległą dziewuszkę <img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" /> Nie zwracamy uwagi na to co twierdzi na ten temat jego rodzina. Ale nie zmienia to faktu że w naszym związku bywa dość burzliwie momentami.<br />
Ostatnimi czasy dzwoniła do niego była - ta pierwsza. Dzwoniła z nieznanego numeru i żartem powiedziała: "Kochanie czy nie zamawiałeś seksownej ciemnoskórej brunetki na noc?" R. nie wiedział co odpowiedzieć, po czym porozmawiał  z nią chwilę i dowiedział się kilku rzeczy. Gdy przyjechał do domu zaraz mi opowiedział: Okazuje się ze Patrycja jest teraz w Polsce i bardzo chce się z nim spotkać. Pokrótce opiszę jak wyglądała ich relacja: Poznali się gdy byli młodzi - ona miała 17 lat a on 19. Z początku było to cudowne zauroczenie - spędzali razem każdą chwilę, pomieszkiwali razem, ona przeżyła z nim swój pierwszy raz. Nawet wytatuowała sobie na nadgarstku literkę "R" (on był przeciwny). Jego rodzina uwielbiała ją bo była zawsze uśmiechnięta i potulna. Byli wzorową parą, podobno układało im się nie tylko w związku ale i w łóżku. Mają multum wspólnych znajomych a przyjaciel R. jest też jej najlepszym przyjacielem. Jednak po pewnym czasie R. stwierdził że nie jest to związek dla niego bo jest za bardzo przyjacielski, że nie ma tego czegoś i że traktuje ją bardziej jak siostrę. Ale ona tak go kochała że nie chciał sprawić jej przykrości i był z nią nadal, lecz nie chodzili już nawet za rękę, że o seksie nie wspomnę. Byli ze sobą rok i siedem miesięcy. Jakiś tydzień przed zerwaniem poznał Ewelinę, starszą od niego o dwa lata i mówi że spodobała mu się bo była po prostu bardzo ładna. Pewnego dnia poszedł do Patrycji do domu i tak prostu z nią zerwał, tłumacząc że nie pasują do siebie ale zarzekał się że nie ma innej. Po czym wrócił do domu, trochę gryzło go sumienie. Zszedł się z Eweliną (byli razem rok ale w relacji - sekskumple, ona ma teraz męża i dwójkę dzieci, a z R. nie ma kontaktu bo nie jest z jego miasta) Jakiś tydzień później szedł z Eweliną za rękę i Patrycja go zobaczyła. Od tamtej pory nie odzywała się ani słowem. Nagle znikła. Nawet ich przyjaciel nic nie wiedział. Aż w końcu okazało się że po rozstaniu z R. wyjechała do pracy do Anglii bo miała tam kuzynkę. Poznała pewnego obcokrajowca i wpadła - zaszła z nim w ciążę. Ponieważ jest on hindusem, dziecko jest śniade. Musiała wziąć z nim ślub bo inaczej deportowali by go do Indii. Nie odzywała się bo chciała pokazać jak to ona sobie nie poradzi bo sama za granicą będzie pracowała. A tu klops - dała plamę i było jej wstyd. Potem bardzo długo nie miała pieniędzy i nie mogła przyjechać do Polski. R. miał te informacje od ich wspólnego przyjaciela jednak zbytnio go to nie obchodziło. A teraz ten telefon. Rozmawiałam z nim i postawił sprawę jasno: nigdy jej  nie kochał, ale dobrze się z nią dogadywał i wie że ją zranił. Zdziwiła go jej chęć spotkania, przecież oderwała się całkowicie. Powiedział też że mnie kocha i nigdy do niej nie wróci. Mówił jednak że jeśli spotka ją na ulicy to porozmawia bo w końcu jest dorosły i nie odwróci twarzy. Znam go i ufam mu więc wszystko w porządku. Było by bajecznie gdyby nie to że potem odzywała się jeszcze: Wysłała mu smsa o treści "co powiesz na spotkanie w starej paczce - tylko ja, ty i A."  Ponieważ mieszka 5 km od jego rodziców gdzie często bywamy była szansa że ją spotkamy. Niedawno od ich wspólnego przyjaciela dowiedzieliśmy się kilku rzeczy: Otóż, wróciła do Polski bo w Anglii klepała biedę, rozwiodła się z mężem i on zabrał dziecko bo ona nie pracowała. Mieszka teraz u mamy z jej dość licznym rodzeństwem. I bardzo pragnie wrócić do R. powiedziała nawet że rozbije nasz związek bo tylko jego zawsze kochała. Mówiła że zrobi wszystko co w jej mocy. R. powiedział że to dziecinne zagrywki i mówi tak bo nie ułożyła sobie życia a na tamte stare lata patrzy w superlatywach. Też tak uważam. Nie kłócimy się o nią. Lecz teraz będzie ślub ich wspólnego przyjaciela i na sto procent ona tam będzie. Nie wiem jak się do tego odnieść i czy w ogóle pójść.<hr />
Zapomniałam dodać że A. - ich wspólny przyjaciel rozmawiał z nią na ten temat i ona całkiem poważnie mówiła mu że tak właśnie zrobi. Zastanawiał się nawet czy ją zaprosić, ale znają się już 10 lat i sam nie wie jak się do tego odnieść. Natomiast i ja i R. nie wiemy co zrobić. Mamy już kreacje no i oczywiście chcemy pójść bo w końcu mój narzeczony przyjaźni się z A. ale jak ma być tam ona i psuć nam zabawę to nie wiemy czy jest większy sens. I nie wiem też co powinniśmy zrobić, czy spotkać się z nią i porozmawiać poważnie, czy też olać to kompletnie. Proszę Was Forumowicze o szybką podpowiedź bo ślub w sobotę 26 maja!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam,<br />
Piszę ponieważ mam pewien problem z byłą dziewczyną mojego narzeczonego, a jestem pewna że któraś z was miała już tego typu problem.<br />
Z R. spotykam się już od 4 lat. 2 lata temu zaręczyliśmy się. Za rok planujemy wziąć ślub, już mamy termin i salę <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> Układa nam się różnie, znajomi mówią że 'trafiła kosa na kamień', gdyż obydwoje mamy silne charaktery. Czasami mamy spięcia i kłótnie, ale nie są one zbyt poważne i nie trwają dłużej niż 10 minut. Moja rodzina bardzo go lubi i cieszą się z naszego ślubu. Jego rodzice niestety nie są za bardzo za mną, a jest to spowodowane jego poprzednimi związkami. Jego poprzednie dziewczyny (miał dwie) były bardzo uległe i zgadzały się na wszystko. Ja taka nie jestem i jego rodzinie to przeszkadza. On nie przykłada do tego wagi i mówi że dobrze że poślubi zołzę na nie uległą dziewuszkę <img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" /> Nie zwracamy uwagi na to co twierdzi na ten temat jego rodzina. Ale nie zmienia to faktu że w naszym związku bywa dość burzliwie momentami.<br />
Ostatnimi czasy dzwoniła do niego była - ta pierwsza. Dzwoniła z nieznanego numeru i żartem powiedziała: "Kochanie czy nie zamawiałeś seksownej ciemnoskórej brunetki na noc?" R. nie wiedział co odpowiedzieć, po czym porozmawiał  z nią chwilę i dowiedział się kilku rzeczy. Gdy przyjechał do domu zaraz mi opowiedział: Okazuje się ze Patrycja jest teraz w Polsce i bardzo chce się z nim spotkać. Pokrótce opiszę jak wyglądała ich relacja: Poznali się gdy byli młodzi - ona miała 17 lat a on 19. Z początku było to cudowne zauroczenie - spędzali razem każdą chwilę, pomieszkiwali razem, ona przeżyła z nim swój pierwszy raz. Nawet wytatuowała sobie na nadgarstku literkę "R" (on był przeciwny). Jego rodzina uwielbiała ją bo była zawsze uśmiechnięta i potulna. Byli wzorową parą, podobno układało im się nie tylko w związku ale i w łóżku. Mają multum wspólnych znajomych a przyjaciel R. jest też jej najlepszym przyjacielem. Jednak po pewnym czasie R. stwierdził że nie jest to związek dla niego bo jest za bardzo przyjacielski, że nie ma tego czegoś i że traktuje ją bardziej jak siostrę. Ale ona tak go kochała że nie chciał sprawić jej przykrości i był z nią nadal, lecz nie chodzili już nawet za rękę, że o seksie nie wspomnę. Byli ze sobą rok i siedem miesięcy. Jakiś tydzień przed zerwaniem poznał Ewelinę, starszą od niego o dwa lata i mówi że spodobała mu się bo była po prostu bardzo ładna. Pewnego dnia poszedł do Patrycji do domu i tak prostu z nią zerwał, tłumacząc że nie pasują do siebie ale zarzekał się że nie ma innej. Po czym wrócił do domu, trochę gryzło go sumienie. Zszedł się z Eweliną (byli razem rok ale w relacji - sekskumple, ona ma teraz męża i dwójkę dzieci, a z R. nie ma kontaktu bo nie jest z jego miasta) Jakiś tydzień później szedł z Eweliną za rękę i Patrycja go zobaczyła. Od tamtej pory nie odzywała się ani słowem. Nagle znikła. Nawet ich przyjaciel nic nie wiedział. Aż w końcu okazało się że po rozstaniu z R. wyjechała do pracy do Anglii bo miała tam kuzynkę. Poznała pewnego obcokrajowca i wpadła - zaszła z nim w ciążę. Ponieważ jest on hindusem, dziecko jest śniade. Musiała wziąć z nim ślub bo inaczej deportowali by go do Indii. Nie odzywała się bo chciała pokazać jak to ona sobie nie poradzi bo sama za granicą będzie pracowała. A tu klops - dała plamę i było jej wstyd. Potem bardzo długo nie miała pieniędzy i nie mogła przyjechać do Polski. R. miał te informacje od ich wspólnego przyjaciela jednak zbytnio go to nie obchodziło. A teraz ten telefon. Rozmawiałam z nim i postawił sprawę jasno: nigdy jej  nie kochał, ale dobrze się z nią dogadywał i wie że ją zranił. Zdziwiła go jej chęć spotkania, przecież oderwała się całkowicie. Powiedział też że mnie kocha i nigdy do niej nie wróci. Mówił jednak że jeśli spotka ją na ulicy to porozmawia bo w końcu jest dorosły i nie odwróci twarzy. Znam go i ufam mu więc wszystko w porządku. Było by bajecznie gdyby nie to że potem odzywała się jeszcze: Wysłała mu smsa o treści "co powiesz na spotkanie w starej paczce - tylko ja, ty i A."  Ponieważ mieszka 5 km od jego rodziców gdzie często bywamy była szansa że ją spotkamy. Niedawno od ich wspólnego przyjaciela dowiedzieliśmy się kilku rzeczy: Otóż, wróciła do Polski bo w Anglii klepała biedę, rozwiodła się z mężem i on zabrał dziecko bo ona nie pracowała. Mieszka teraz u mamy z jej dość licznym rodzeństwem. I bardzo pragnie wrócić do R. powiedziała nawet że rozbije nasz związek bo tylko jego zawsze kochała. Mówiła że zrobi wszystko co w jej mocy. R. powiedział że to dziecinne zagrywki i mówi tak bo nie ułożyła sobie życia a na tamte stare lata patrzy w superlatywach. Też tak uważam. Nie kłócimy się o nią. Lecz teraz będzie ślub ich wspólnego przyjaciela i na sto procent ona tam będzie. Nie wiem jak się do tego odnieść i czy w ogóle pójść.<hr />
Zapomniałam dodać że A. - ich wspólny przyjaciel rozmawiał z nią na ten temat i ona całkiem poważnie mówiła mu że tak właśnie zrobi. Zastanawiał się nawet czy ją zaprosić, ale znają się już 10 lat i sam nie wie jak się do tego odnieść. Natomiast i ja i R. nie wiemy co zrobić. Mamy już kreacje no i oczywiście chcemy pójść bo w końcu mój narzeczony przyjaźni się z A. ale jak ma być tam ona i psuć nam zabawę to nie wiemy czy jest większy sens. I nie wiem też co powinniśmy zrobić, czy spotkać się z nią i porozmawiać poważnie, czy też olać to kompletnie. Proszę Was Forumowicze o szybką podpowiedź bo ślub w sobotę 26 maja!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[coraz ciężej po rozstaniu]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1067</link>
			<pubDate>Mon, 21 May 2012 12:31:11 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1067</guid>
			<description><![CDATA[Witam,<br />
<br />
Byłem bardzo szczęśliwy ze swoją kobietą, niespełna rok narzeczeństwa, a w sumie prawie 6 lat razem. Zaczęło się co prawda od 'szczeniackiego' zauroczenia w liceum, ale przerodziło się to w uczucie, które teraz cięzko opisać słowami.<br />
W lutym postanowiła to skończyć. Nie oddała pierścionka, melismy kontakt i starałem się ile sił aby naprawić rzeczy na którę się skarzyła. Za dnia tym się kierowałem, a w nocy przeżywałem, nazwałbym to uczucię rozpaczą i żalem. Ale była nadzieja.<br />
Po miesiącu dostąłem pierścionek spowrotem i info, że dobrze jest jej teraz jak jest i nic nie może powiedzieć o przyszłości. Od tamtego czasu nie mam kontaktu, nie mam nadziei, motywacji. Nie rozpaczam tak, nie mam takiego 'zacofania' jak na początku, ale jest gorzej pod innymi względami. Ona nie była po prostu partnerką, kolejną/nie ostatnią... to był prawdziwy pierwszy i jedyny przyjaciel, którego już nie ma i nikt jej nie zastąpi. Dobija mnie uczucie pustki, osamotnienia, jakiekolwiek myślenie o przyszłości kończy się czymś w rodzaju depresji.<br />
Poza tym, przegrywam z czymś w rodzaju zazdrości. Co jakiś czas trafia do mnie info, co robi, czy gdzieś się dobrze bawi, czy ze znajomym na wieczorny spacer poszła. Na takie informacje reaguję mocnymi skurczami, żarem w klatce piersiowej, ogromym stresem.<br />
Nie ukrywam, że pojawiły się mysli samobójcze, teraz po 3miesiącach w zasadzie pojawiają się częściej, jako sposób na uwolnienie się od tych wszystkich mysli, stresu i wrażenia i tak zmarnowanego bezcelowego życia.<br />
Najgorsze jest to, że nie potrafię wyprzeć tych myśli przez racjonalne argumenty, że jestesmy wolni, każdy może żyć po swojemu, jest to normalne między ludzmi, że inni znajomi tez przez to przechodzili, jeden się względnie ucieszył będąc wolnym, inny się wsciekł, poszedł na impreze i na drugi dzień mu przeszło. A ja po takim czasie sytuację widzę coraz gorzej...<br />
Niewiem czego oczekuję, myślałem nad psychiatrą, ale niewiem czy pomoże, różne argumenty do mnie nie trafiają, a leki, zmienią tylko pogląd, uczucie psychiczne może ale gdy przestaną działać, jej dalej nie będzie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam,<br />
<br />
Byłem bardzo szczęśliwy ze swoją kobietą, niespełna rok narzeczeństwa, a w sumie prawie 6 lat razem. Zaczęło się co prawda od 'szczeniackiego' zauroczenia w liceum, ale przerodziło się to w uczucie, które teraz cięzko opisać słowami.<br />
W lutym postanowiła to skończyć. Nie oddała pierścionka, melismy kontakt i starałem się ile sił aby naprawić rzeczy na którę się skarzyła. Za dnia tym się kierowałem, a w nocy przeżywałem, nazwałbym to uczucię rozpaczą i żalem. Ale była nadzieja.<br />
Po miesiącu dostąłem pierścionek spowrotem i info, że dobrze jest jej teraz jak jest i nic nie może powiedzieć o przyszłości. Od tamtego czasu nie mam kontaktu, nie mam nadziei, motywacji. Nie rozpaczam tak, nie mam takiego 'zacofania' jak na początku, ale jest gorzej pod innymi względami. Ona nie była po prostu partnerką, kolejną/nie ostatnią... to był prawdziwy pierwszy i jedyny przyjaciel, którego już nie ma i nikt jej nie zastąpi. Dobija mnie uczucie pustki, osamotnienia, jakiekolwiek myślenie o przyszłości kończy się czymś w rodzaju depresji.<br />
Poza tym, przegrywam z czymś w rodzaju zazdrości. Co jakiś czas trafia do mnie info, co robi, czy gdzieś się dobrze bawi, czy ze znajomym na wieczorny spacer poszła. Na takie informacje reaguję mocnymi skurczami, żarem w klatce piersiowej, ogromym stresem.<br />
Nie ukrywam, że pojawiły się mysli samobójcze, teraz po 3miesiącach w zasadzie pojawiają się częściej, jako sposób na uwolnienie się od tych wszystkich mysli, stresu i wrażenia i tak zmarnowanego bezcelowego życia.<br />
Najgorsze jest to, że nie potrafię wyprzeć tych myśli przez racjonalne argumenty, że jestesmy wolni, każdy może żyć po swojemu, jest to normalne między ludzmi, że inni znajomi tez przez to przechodzili, jeden się względnie ucieszył będąc wolnym, inny się wsciekł, poszedł na impreze i na drugi dzień mu przeszło. A ja po takim czasie sytuację widzę coraz gorzej...<br />
Niewiem czego oczekuję, myślałem nad psychiatrą, ale niewiem czy pomoże, różne argumenty do mnie nie trafiają, a leki, zmienią tylko pogląd, uczucie psychiczne może ale gdy przestaną działać, jej dalej nie będzie.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[samobójstwo w rodzinie ]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1066</link>
			<pubDate>Mon, 21 May 2012 00:49:56 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1066</guid>
			<description><![CDATA[5 miesięcy temu mój brat popełnił samobójstwo a ja codziennie się zastanawiam, czy przeżyję kolejny dzień i jak pokonam te wszystkie przeszkody, które ciągle mi stają na drodze. Nie ma chwili, żebym o NIM nie myślała. Każda czynność przywołuje wspomnienia. Najgorsze, że mam jakieś poczucie tymczasowości, jak by On jednak miał do mnie wrócić. Nie grób budzi we mnie emocje, ale zwykłe codziennie sprawy, które wspólnie dzieliliśmy. I ta ogromna potrzeba rozmowy z NIM o swoich myślach, tęsknocie. Pracuję, żyję, pędzę, ale czuję się zawieszona...<br />
Jeżeli to kiedyś przeżyliście, poradźcie, jak oswoić ten czas, jak pogodzić się z nieuchronnością losu, jak przestać mieć pretensje do Boga, za to co nam zrobił. Jak siebie nie obwiniać, że może można jeszcze było coś zrobić.<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[5 miesięcy temu mój brat popełnił samobójstwo a ja codziennie się zastanawiam, czy przeżyję kolejny dzień i jak pokonam te wszystkie przeszkody, które ciągle mi stają na drodze. Nie ma chwili, żebym o NIM nie myślała. Każda czynność przywołuje wspomnienia. Najgorsze, że mam jakieś poczucie tymczasowości, jak by On jednak miał do mnie wrócić. Nie grób budzi we mnie emocje, ale zwykłe codziennie sprawy, które wspólnie dzieliliśmy. I ta ogromna potrzeba rozmowy z NIM o swoich myślach, tęsknocie. Pracuję, żyję, pędzę, ale czuję się zawieszona...<br />
Jeżeli to kiedyś przeżyliście, poradźcie, jak oswoić ten czas, jak pogodzić się z nieuchronnością losu, jak przestać mieć pretensje do Boga, za to co nam zrobił. Jak siebie nie obwiniać, że może można jeszcze było coś zrobić.<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Cześć!]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1065</link>
			<pubDate>Sun, 20 May 2012 09:44:01 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1065</guid>
			<description><![CDATA[Witam forumowiczów!<br />
<br />
Mam na imię Tomek, 22 lata i niedługo kończę studia.<br />
To forum przyciągnęło mnie dość fajnymi wpisami, poziomem w zasadzie oraz - takie poza tematem - szatą graficzną ( zajmuję się stronami internetowymi) <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> <br />
<br />
Zacząłem 'szukać pomocy' ostatnimi dniami, kiedy mijają już 3 miesiące od rozstania z partnerką, a jest pod pewnymi względami  coraz gorzej.<br />
Trochę mi głupio, bo problemy rozstań są najczęstsze, znaczna część ludzi przez nie przechodzi i są 'lżejsze' niż np. faktycznie śmierć albo cięższe problemy zdrotowne, ale jednak, jak nigdy nie lubię dużo pisać o sobie, chciałbym się podzielić sprawą.<br />
<br />
Ale to w innym wątku, dziale, wszak tutaj się miałem przywitać! <img src="images/smilies/biggrin.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Big Grin" title="Big Grin" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam forumowiczów!<br />
<br />
Mam na imię Tomek, 22 lata i niedługo kończę studia.<br />
To forum przyciągnęło mnie dość fajnymi wpisami, poziomem w zasadzie oraz - takie poza tematem - szatą graficzną ( zajmuję się stronami internetowymi) <img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> <br />
<br />
Zacząłem 'szukać pomocy' ostatnimi dniami, kiedy mijają już 3 miesiące od rozstania z partnerką, a jest pod pewnymi względami  coraz gorzej.<br />
Trochę mi głupio, bo problemy rozstań są najczęstsze, znaczna część ludzi przez nie przechodzi i są 'lżejsze' niż np. faktycznie śmierć albo cięższe problemy zdrotowne, ale jednak, jak nigdy nie lubię dużo pisać o sobie, chciałbym się podzielić sprawą.<br />
<br />
Ale to w innym wątku, dziale, wszak tutaj się miałem przywitać! <img src="images/smilies/biggrin.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Big Grin" title="Big Grin" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA["Nawet Freud pisał listy do klientów - my poszliśmy dalej" E-POMOC w praktyce stowarz]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1064</link>
			<pubDate>Sat, 19 May 2012 22:02:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1064</guid>
			<description><![CDATA[Stowarzyszenie INTRO zaprasza na czerwcowe spotkania edukacyjne we Wrocławiu<br />
<br />
"Nawet Freud pisał listy do klientów - my poszliśmy dalej"<br />
E-POMOC w praktyce stowarzyszenia INTRO i nie tylko<br />
Na spotkaniu uczestnicy:<br />
<br />
- dowiedzą się, czym jest e-pomoc, jakie są jej możliwości i ograniczenia,<br />
- będą mogli porozmawiać o formach e-pomocy, - nawiązywaniu kontaktu z klientem przez Internet, mitach związanych z e-pomocą i szansach, jakie niesie praca w środowisku online,<br />
- poznają w skrócie historię e-pomocy i badania nad jej efektywnością,<br />
- będą mogli również zadawać pytania o praktyczne aspekty pracy konsultanta online,<br />
- zapoznają się z misją i zadaniami realizowanymi przez Stowarzyszenie INTRO,<br />
- uzyskają też informacje dotyczące możliwości rozwoju w Stowarzyszeniu i jego aktualnej oferty pomocowej i szkoleniowej<br />
<br />
Celem spotkania będzie dostarczenie i poszerzenie wiedzy z zakresu e-pomocy oraz przybliżenie Stowarzyszenia INTRO jako miejsca, w którym można odbyć szkolenia oraz staż w ramach zbliżającej się IV Edycji Szkoły E-Pomocy.<br />
<br />
Spotkanie prowadzić będą członkinie Stowarzyszenia INTRO, doświadczone w udzielaniu e-pomocy.<br />
<br />
Do wyboru są poniższe terminy:<br />
Piątek: 22 czerwca 2012r. – w godzinach od 17:00 do 21:00<br />
Sobota: 23 czerwca 2012r. – w godzinach od 11:00 do 15:00<br />
Piątek: 29 czerwca 2012r. – w godzinach od 17:00 do 21:00<br />
Sobota: 30 czerwca 2012r. – w godzinach od 11:00 do 15:00<br />
Miejsce: Wrocław<br />
<br />
Cena: 10pln<br />
<br />
Uczestnicy otrzymują:<br />
- płytę CD z aktualną ofertą Stowarzyszenia INTRO<br />
- zaświadczenie o uczestnictwie w spotkaniu, które jednocześnie uprawnia do pierwszeństwa zapisu na IV Edycję Szkoły E-Pomocy<br />
<br />
Dla zainteresowanych:<br />
możliwość zakupu drukowanej wersji e-booka "Psychoterapia po ludzku"<br />
<br />
Więcej informacji:<br />
Tel:  880 75 86 75      <br />
e-mail: rekrutacja@psychotekst.pl<br />
Jeśli jesteś zainteresowany uczestnictwem pobierz i wypełnij formularz zgłoszeniowy ze strony <a href="http://www.psychotekst.pl/strona.php?nr=83" target="_blank">http://www.psychotekst.pl/strona.php?nr=83</a><br />
Wypełniony formularz odeślij na adres rekrutacja@psychotekst.pl<br />
- z wpisaniem w pole TEMAT wiadomości: Nawet Freud pisał listy do klientów<br />
<br />
Serdecznie zapraszamy!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Stowarzyszenie INTRO zaprasza na czerwcowe spotkania edukacyjne we Wrocławiu<br />
<br />
"Nawet Freud pisał listy do klientów - my poszliśmy dalej"<br />
E-POMOC w praktyce stowarzyszenia INTRO i nie tylko<br />
Na spotkaniu uczestnicy:<br />
<br />
- dowiedzą się, czym jest e-pomoc, jakie są jej możliwości i ograniczenia,<br />
- będą mogli porozmawiać o formach e-pomocy, - nawiązywaniu kontaktu z klientem przez Internet, mitach związanych z e-pomocą i szansach, jakie niesie praca w środowisku online,<br />
- poznają w skrócie historię e-pomocy i badania nad jej efektywnością,<br />
- będą mogli również zadawać pytania o praktyczne aspekty pracy konsultanta online,<br />
- zapoznają się z misją i zadaniami realizowanymi przez Stowarzyszenie INTRO,<br />
- uzyskają też informacje dotyczące możliwości rozwoju w Stowarzyszeniu i jego aktualnej oferty pomocowej i szkoleniowej<br />
<br />
Celem spotkania będzie dostarczenie i poszerzenie wiedzy z zakresu e-pomocy oraz przybliżenie Stowarzyszenia INTRO jako miejsca, w którym można odbyć szkolenia oraz staż w ramach zbliżającej się IV Edycji Szkoły E-Pomocy.<br />
<br />
Spotkanie prowadzić będą członkinie Stowarzyszenia INTRO, doświadczone w udzielaniu e-pomocy.<br />
<br />
Do wyboru są poniższe terminy:<br />
Piątek: 22 czerwca 2012r. – w godzinach od 17:00 do 21:00<br />
Sobota: 23 czerwca 2012r. – w godzinach od 11:00 do 15:00<br />
Piątek: 29 czerwca 2012r. – w godzinach od 17:00 do 21:00<br />
Sobota: 30 czerwca 2012r. – w godzinach od 11:00 do 15:00<br />
Miejsce: Wrocław<br />
<br />
Cena: 10pln<br />
<br />
Uczestnicy otrzymują:<br />
- płytę CD z aktualną ofertą Stowarzyszenia INTRO<br />
- zaświadczenie o uczestnictwie w spotkaniu, które jednocześnie uprawnia do pierwszeństwa zapisu na IV Edycję Szkoły E-Pomocy<br />
<br />
Dla zainteresowanych:<br />
możliwość zakupu drukowanej wersji e-booka "Psychoterapia po ludzku"<br />
<br />
Więcej informacji:<br />
Tel:  880 75 86 75      <br />
e-mail: rekrutacja@psychotekst.pl<br />
Jeśli jesteś zainteresowany uczestnictwem pobierz i wypełnij formularz zgłoszeniowy ze strony <a href="http://www.psychotekst.pl/strona.php?nr=83" target="_blank">http://www.psychotekst.pl/strona.php?nr=83</a><br />
Wypełniony formularz odeślij na adres rekrutacja@psychotekst.pl<br />
- z wpisaniem w pole TEMAT wiadomości: Nawet Freud pisał listy do klientów<br />
<br />
Serdecznie zapraszamy!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[zagubiona miłość czy znęcanie?]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1063</link>
			<pubDate>Thu, 17 May 2012 15:11:08 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1063</guid>
			<description><![CDATA[mam pewien problem jestem z chłopakiem już prawie 4lata... gdy sie poznaliśmy było cudownie... prawie dosłownie mnie nosił na rekach... szybko zamieszkaliśmy razem. od ponad roku to co sie dzieje jest dla mnie chyba jakimś złym snem... bywają dni że jestem z nim szczęśliwa ale wiele dni jest własnie na odwrót. Po tym jak straciłam prace on nie chciał abym szukała nowej prosił abym została w domu ie da sie ukryc zarabia grubo ponad połowe tego co ja bym zarobiła i nam to starczało bez problemu. ale mam wrażenie że przez to mnie od siebie uzależnił.. jeżeli cokolwiek jest nie po jego myśli każe mi wypier** bo to jego dom mówi że gdyby nie on to bym wylądowała na ulicy potrafi mnie wyzywać od najgorszych ja sie naprawdę zaczynam taka czuć i te jego słowa że jest beznadziejna... niby można sie przyzwyczaić ale nie umiem. ja już sie czuje jak gów**. w zeszły wikend były jego urodziny ja sie ładnie ubrałam aby sie jemu podobało wysprzątałam i przyzdobiłam mieszkanie, zrobiłam jedzonko i tort ale mimo wszystko z jego ust zrobiłam to beznadziejnie... ja naprawde go kocham i przeważnie on jest naprawde ok.... nawet nasi wszyscy znajomi mówią jak to mi musi byc z nim dobrze ale chyba nie widza co sie dzieje... nie wiem co robic zaczełam szukać pracy ale to nie takie łatwe bo mieszkamy za granicą... zastanawiam sie czy ten zwiazek jest toksyczny bo może to mi sie coś ubzdurało... dodam że moje dzieciństwo nie było łatwe matka alkoholiczka tata uratował nas i udało nam wszystkim sie od niej wyprowadzic i czasem co jest najgorsze on sie zachowuje jak moja matka do taty gdy go wrecz terroryzowala.... pomóżcie co byście zrobili]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[mam pewien problem jestem z chłopakiem już prawie 4lata... gdy sie poznaliśmy było cudownie... prawie dosłownie mnie nosił na rekach... szybko zamieszkaliśmy razem. od ponad roku to co sie dzieje jest dla mnie chyba jakimś złym snem... bywają dni że jestem z nim szczęśliwa ale wiele dni jest własnie na odwrót. Po tym jak straciłam prace on nie chciał abym szukała nowej prosił abym została w domu ie da sie ukryc zarabia grubo ponad połowe tego co ja bym zarobiła i nam to starczało bez problemu. ale mam wrażenie że przez to mnie od siebie uzależnił.. jeżeli cokolwiek jest nie po jego myśli każe mi wypier** bo to jego dom mówi że gdyby nie on to bym wylądowała na ulicy potrafi mnie wyzywać od najgorszych ja sie naprawdę zaczynam taka czuć i te jego słowa że jest beznadziejna... niby można sie przyzwyczaić ale nie umiem. ja już sie czuje jak gów**. w zeszły wikend były jego urodziny ja sie ładnie ubrałam aby sie jemu podobało wysprzątałam i przyzdobiłam mieszkanie, zrobiłam jedzonko i tort ale mimo wszystko z jego ust zrobiłam to beznadziejnie... ja naprawde go kocham i przeważnie on jest naprawde ok.... nawet nasi wszyscy znajomi mówią jak to mi musi byc z nim dobrze ale chyba nie widza co sie dzieje... nie wiem co robic zaczełam szukać pracy ale to nie takie łatwe bo mieszkamy za granicą... zastanawiam sie czy ten zwiazek jest toksyczny bo może to mi sie coś ubzdurało... dodam że moje dzieciństwo nie było łatwe matka alkoholiczka tata uratował nas i udało nam wszystkim sie od niej wyprowadzic i czasem co jest najgorsze on sie zachowuje jak moja matka do taty gdy go wrecz terroryzowala.... pomóżcie co byście zrobili]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jak poradzić sobie z rozstaniem po 2 latach?]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1062</link>
			<pubDate>Tue, 15 May 2012 17:38:40 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1062</guid>
			<description><![CDATA[Z moim chłopakiem byłam 2 lata.<br />
Gdy tylko zaczęliśmy się spotykać był zupełnie inny, wrażliwy i bardzo uczuciowy, zraniony, wiele razy zdradzany. Byłam w pewnym stopniu dla niego wybawieniem, nie zdradzałam go nigdy, pozwalałam mu się kontrolować (sprawdzać tel itp), wspierałam go, pozwalałam wypłakiwać się i pocieszałam go zawsze. Po jakimś czasie poczuł, że jestem na każde jego zawołanie, na każde skinienie i że całkowicie mu się oddałam. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, ale z czasem, trochę ponad pół roku, zaczęłam czuć, że zanika ta jego wrażliwość, przestał być taki płaczliwy i stał się "bardziej wymagający", marudny i jęczący, nic mu nie pasowało, gdzie dotychczas całował mnie po stopach za to, że po prostu byłam. Po roku zaczął być nie do zniesienia, sprawiał, że po prostu zaczęłam czuć się źle, niedoceniana i całkowicie straciłam pewność siebie, stałam się szarą myszką, kontakty ze znajomymi zaczęły zanikać. Cały wolny czas spędzałam z nim. Aż w końcu zerwał ze mną przez sms. Poprosiłam go o spotkanie. Byłam całkowicie rozbita. Nawyzywał mnie od szmat itp. i nie chciał w ogóle ze mną rozmawiać. Powiedział, że jestem nikim, stać go na kogoś lepszego. Zerwał, bo stwierdził, że jestem irytująca i denerwuje go moje gadanie.<br />
Byłam załamana. Po paru dniach pojechałam do przyjaciółki, do innego miasta. Zaczął pisać, przepraszać dzwonić. Pożyczył od kolegi pieniądze na benzynę i przyjechał do mnie cały zaryczany, zasmarkany, czerwony na twarzy. Cały się trząsł. Dziwiłam się jak dojechał. Przepraszał, smarkał, płakał i prosił bym do niego wróciła. Nie byłam pewna czy tego chce, ale ucieszyłam się widząc go i poczułam, że mu zależy. W końcu wróciłam do niego czułam, że źle robię. Było tak samo jak na początku, gdy zaczęliśmy się spotykać. Starał się, znowu był przewrażliwiony itp. Scenariusz identyczny. Z tym że wszystko zaszło dalej. Doszło do tego, że wrzeszczał na mnie i powtarzał, że jestem nienormalna, beznadziejna. Co raz częściej pisał, że nie wie czy chce ze mną być. Miałam/mam trudną sytuację rodzinną, ale nie wspierał mnie i nie zważając na nic, zerwał ze mną. Poprosiłam o spotkanie. Pytałam czy jest pewny. A on zaczął wrzeszczeć, że jestem beznadziejna, że nie chce ze mną być, nie widzi sensu, nie ma do czego wracać, nie ma to dla niego żadnej wartości i w ogóle już o mnie nie myśli, nie obchodzi go co się ze mną dzieje. Zasugerował, że "mam zapędy samobójcze i słusznie". Zmienił status na facebooku, polubiło to wiele jego koleżanek, a nawet jego siostra, z którą byłam w dobrych stosunkach i byłam pewna, że mnie lubi. Ma smutne opisy na gg. A ja... znalazłam pocieszyciela w jego dobrym koledze. Tylko się spotykamy i rozmawiamy, ale... zaczynam czuć, że dla niego to coś więcej. Oczywiście mój były o tym nie wie. Jestem totalnie zagubiona, bo wiem, że źle robię. Mimo, że niegdyś mój były ukradł dziewczynę temu koledze.<br />
I co najważniejsze- co jeśli on jednak będzie chciał wrócić? Kocham go i zależy mi na nim, jest dla mnie naprawdę ważny, ale nie wiem, czy jest sens przeżywać to samo 3 raz...<hr />
Zapomniałam dodać, że od zerwania minęły dopiero 4 dni. Ale nie wiem jak sobie poradzić, nie mogę jeść, prawie w ogóle nie śpię, a dzisiaj wzięłam wolne, bo prostu nie mogłam wyjść z łóżka. Ponadto irytuje mnie fakt, że on wszystkim powiedział, że to ja z nim zerwałam, mimo, że NIGDY bym tego nie zrobiła.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Z moim chłopakiem byłam 2 lata.<br />
Gdy tylko zaczęliśmy się spotykać był zupełnie inny, wrażliwy i bardzo uczuciowy, zraniony, wiele razy zdradzany. Byłam w pewnym stopniu dla niego wybawieniem, nie zdradzałam go nigdy, pozwalałam mu się kontrolować (sprawdzać tel itp), wspierałam go, pozwalałam wypłakiwać się i pocieszałam go zawsze. Po jakimś czasie poczuł, że jestem na każde jego zawołanie, na każde skinienie i że całkowicie mu się oddałam. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, ale z czasem, trochę ponad pół roku, zaczęłam czuć, że zanika ta jego wrażliwość, przestał być taki płaczliwy i stał się "bardziej wymagający", marudny i jęczący, nic mu nie pasowało, gdzie dotychczas całował mnie po stopach za to, że po prostu byłam. Po roku zaczął być nie do zniesienia, sprawiał, że po prostu zaczęłam czuć się źle, niedoceniana i całkowicie straciłam pewność siebie, stałam się szarą myszką, kontakty ze znajomymi zaczęły zanikać. Cały wolny czas spędzałam z nim. Aż w końcu zerwał ze mną przez sms. Poprosiłam go o spotkanie. Byłam całkowicie rozbita. Nawyzywał mnie od szmat itp. i nie chciał w ogóle ze mną rozmawiać. Powiedział, że jestem nikim, stać go na kogoś lepszego. Zerwał, bo stwierdził, że jestem irytująca i denerwuje go moje gadanie.<br />
Byłam załamana. Po paru dniach pojechałam do przyjaciółki, do innego miasta. Zaczął pisać, przepraszać dzwonić. Pożyczył od kolegi pieniądze na benzynę i przyjechał do mnie cały zaryczany, zasmarkany, czerwony na twarzy. Cały się trząsł. Dziwiłam się jak dojechał. Przepraszał, smarkał, płakał i prosił bym do niego wróciła. Nie byłam pewna czy tego chce, ale ucieszyłam się widząc go i poczułam, że mu zależy. W końcu wróciłam do niego czułam, że źle robię. Było tak samo jak na początku, gdy zaczęliśmy się spotykać. Starał się, znowu był przewrażliwiony itp. Scenariusz identyczny. Z tym że wszystko zaszło dalej. Doszło do tego, że wrzeszczał na mnie i powtarzał, że jestem nienormalna, beznadziejna. Co raz częściej pisał, że nie wie czy chce ze mną być. Miałam/mam trudną sytuację rodzinną, ale nie wspierał mnie i nie zważając na nic, zerwał ze mną. Poprosiłam o spotkanie. Pytałam czy jest pewny. A on zaczął wrzeszczeć, że jestem beznadziejna, że nie chce ze mną być, nie widzi sensu, nie ma do czego wracać, nie ma to dla niego żadnej wartości i w ogóle już o mnie nie myśli, nie obchodzi go co się ze mną dzieje. Zasugerował, że "mam zapędy samobójcze i słusznie". Zmienił status na facebooku, polubiło to wiele jego koleżanek, a nawet jego siostra, z którą byłam w dobrych stosunkach i byłam pewna, że mnie lubi. Ma smutne opisy na gg. A ja... znalazłam pocieszyciela w jego dobrym koledze. Tylko się spotykamy i rozmawiamy, ale... zaczynam czuć, że dla niego to coś więcej. Oczywiście mój były o tym nie wie. Jestem totalnie zagubiona, bo wiem, że źle robię. Mimo, że niegdyś mój były ukradł dziewczynę temu koledze.<br />
I co najważniejsze- co jeśli on jednak będzie chciał wrócić? Kocham go i zależy mi na nim, jest dla mnie naprawdę ważny, ale nie wiem, czy jest sens przeżywać to samo 3 raz...<hr />
Zapomniałam dodać, że od zerwania minęły dopiero 4 dni. Ale nie wiem jak sobie poradzić, nie mogę jeść, prawie w ogóle nie śpię, a dzisiaj wzięłam wolne, bo prostu nie mogłam wyjść z łóżka. Ponadto irytuje mnie fakt, że on wszystkim powiedział, że to ja z nim zerwałam, mimo, że NIGDY bym tego nie zrobiła.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Witam Was]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1061</link>
			<pubDate>Tue, 15 May 2012 17:25:02 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1061</guid>
			<description><![CDATA[Witam was Wszystkich. Mam na imię Tomasz i mam 23 lata. Zarejestrowałem się na tej stronie ponieważ mam problem ze swoim Życiem po rozstaniu z partnerką z którą byłem blisko parę lat i ciężko mi jest się po tym pozbierać, oraz ciężko mi jest zebrać na odwagę żeby pójść do psychologa, dokucza mi niska samoocena, niska pewność siebie, wiara w siebie której wogólnie nie odczuwam i nie mam, niskie poczucie własnej wartości i ogólnie mam wrażenie jakbym nie był nikomu potrzebny. Moje Życie to pasmo niepowodzeń miłosnych i nie tylko. Przestało mnie prawie wszystko cieszyć <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Przestałem się uśmiechać, śmiać,Nie mam powodzenia u dziewczyn przez jąkanie oraz nie jestem atrakcyjny. Mam tylko jedną nadzieje, że to wszystko się poprawi na lepsze <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Czuję się jak wrak człowieka w aktualnej chwili <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Mam nadzieje że Bóg pomoże i nie tylko.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam was Wszystkich. Mam na imię Tomasz i mam 23 lata. Zarejestrowałem się na tej stronie ponieważ mam problem ze swoim Życiem po rozstaniu z partnerką z którą byłem blisko parę lat i ciężko mi jest się po tym pozbierać, oraz ciężko mi jest zebrać na odwagę żeby pójść do psychologa, dokucza mi niska samoocena, niska pewność siebie, wiara w siebie której wogólnie nie odczuwam i nie mam, niskie poczucie własnej wartości i ogólnie mam wrażenie jakbym nie był nikomu potrzebny. Moje Życie to pasmo niepowodzeń miłosnych i nie tylko. Przestało mnie prawie wszystko cieszyć <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Przestałem się uśmiechać, śmiać,Nie mam powodzenia u dziewczyn przez jąkanie oraz nie jestem atrakcyjny. Mam tylko jedną nadzieje, że to wszystko się poprawi na lepsze <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Czuję się jak wrak człowieka w aktualnej chwili <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Mam nadzieje że Bóg pomoże i nie tylko.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[...]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1060</link>
			<pubDate>Tue, 15 May 2012 08:37:01 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1060</guid>
			<description><![CDATA[Sprobujcie mi pomoc wyjasnic... ja juz nic nie rozumiem...<br />
Pisalam w poprzednim watku o problemach moich i mojego chlopaka... teraz sie stalo...przyszedl ten czas, ze po wspolnym mieszkaniu musialam sie spakowac i wyniesc...nigdy bym nie pomyslala ze do tego dojdzie...<br />
Moj Kochany stwierdzil, iz to koniec... spakowalam manatki... poprosilam ojca o pomoc w przewiezieniu rzeczy.... Gdy sie pakowalam pytalam czy jest pewny swojej decyzji... caly czas mowil ze tak...ale ze tli w nim sie nadzieje , ze kiedys sie cos uda...ze sobie musi przemyslec...plakal...przytulal ... calowal... powiedzialam, ze nikt go nigdy bardziej nie pokocha ... odpowiedzial, ze on tez nie pokocha nikogo innego bardziej...przy zabraniu ostataniej torby powiedzial... ze nie jest pewien tego co robi...odeszlam... nastepnie zadzwonil do mojej mamy mowiac, ze ostatnio sie klocilismy, ze przeprasza za wszystko... moja mama odpowiedziala, ze z czasem ja zapomne, on zapomni...odpowiedzial'a moze bedzie lepiej'... to tak strasznie boli... niech mi ktos powie czy widzi jakis cien szansy na to ze jeszcze dla nas zaswieci slonce ? <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Sprobujcie mi pomoc wyjasnic... ja juz nic nie rozumiem...<br />
Pisalam w poprzednim watku o problemach moich i mojego chlopaka... teraz sie stalo...przyszedl ten czas, ze po wspolnym mieszkaniu musialam sie spakowac i wyniesc...nigdy bym nie pomyslala ze do tego dojdzie...<br />
Moj Kochany stwierdzil, iz to koniec... spakowalam manatki... poprosilam ojca o pomoc w przewiezieniu rzeczy.... Gdy sie pakowalam pytalam czy jest pewny swojej decyzji... caly czas mowil ze tak...ale ze tli w nim sie nadzieje , ze kiedys sie cos uda...ze sobie musi przemyslec...plakal...przytulal ... calowal... powiedzialam, ze nikt go nigdy bardziej nie pokocha ... odpowiedzial, ze on tez nie pokocha nikogo innego bardziej...przy zabraniu ostataniej torby powiedzial... ze nie jest pewien tego co robi...odeszlam... nastepnie zadzwonil do mojej mamy mowiac, ze ostatnio sie klocilismy, ze przeprasza za wszystko... moja mama odpowiedziala, ze z czasem ja zapomne, on zapomni...odpowiedzial'a moze bedzie lepiej'... to tak strasznie boli... niech mi ktos powie czy widzi jakis cien szansy na to ze jeszcze dla nas zaswieci slonce ? <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[przez byłego chłopaka wpadłam w depresję]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1059</link>
			<pubDate>Mon, 14 May 2012 17:22:42 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1059</guid>
			<description><![CDATA[Witam,mam problem, rozstałam się z chłopakiem pół roku temu (byliśmy ze sobą dwa lata) przez te dwa lata ciągle się kłóciliśmy, on mnie dusił,bił,czasem nawet katował za byle szczegół,czasem nawet za mój zły humor. Przeżywałam horrory, ale go kochałam,bardzo. On zawsze przepraszał,twierdził,że nigdy więcej to się nie powtórzy. Ja wierzyłam. W końcu rozstaliśmy się po bójce w Boże narodzenie. Bardzo bolały mnie zawsze wyzwiska w moją stronę. a od niego wciąż słyszałam : ty dziwko,szmato,śmieciu. Byłam mu wierna,zawsze,a te słowa były ciosem w samo serce. Rzadko między nami było dobrze.Nawet nie pamiętam takich chwil. W końcu gdy się z nim rozstałam,ulżyło mi, jednak tęskniłam bardzo. Odzyskałam stracone przyjaciółki (zabraniał mi się z kim kolwiek kontaktować,nawet wybierał mi znajomych na facebooka). Jednak z nim też się z potykałam. Dochodziło nawet do sexu. Nie mogłam się powstrzymać kochałam go bardzo mocno. Jednak on zachowywał się różnie, jednego dnia był miły,drugiego dnia gdy mnie spotykał wyzywał mnie,dusił,szarpał. To było nie do zniesienia. policja nie wchodzi w to wszystko,jeśli chcecie mi ją doradzić<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> proszę pomóżcie, mieszkamy 3 km od siebie, mamy mniej więcej wspólnych znajomych, niektórzy z nich też wymyślają na mnie bzdury,że się puszczam i wiele innych.MNIE TAKIE SŁOWA WYJĄTKOWO RANIĄ,JESTEM WRAŻLIWA(mam złe doświadczenia z dzieciństwa,ojciec często bił mamę). Nie wiem co robić,wybaczałam mu tyle rzeczy,ale gdy tylko nie odzywamy się kilka dni,usycham z tęsknoty.Jest mi zle,płaczę przez te wyzwiska.ostatnio nawet z jego numeru zadzwoniła dziewczyna i kazała mi się odczepić. On mówił,że byli gdzieś na wspólnym wyjezdzie. Ja wariuje,gdy to wszystko słucham. Biorę silne środki na depresję od mojej mamy,oczywiście podkradam. Bo czuje się jak wrak człowieka,błagam,pomóżcie...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam,mam problem, rozstałam się z chłopakiem pół roku temu (byliśmy ze sobą dwa lata) przez te dwa lata ciągle się kłóciliśmy, on mnie dusił,bił,czasem nawet katował za byle szczegół,czasem nawet za mój zły humor. Przeżywałam horrory, ale go kochałam,bardzo. On zawsze przepraszał,twierdził,że nigdy więcej to się nie powtórzy. Ja wierzyłam. W końcu rozstaliśmy się po bójce w Boże narodzenie. Bardzo bolały mnie zawsze wyzwiska w moją stronę. a od niego wciąż słyszałam : ty dziwko,szmato,śmieciu. Byłam mu wierna,zawsze,a te słowa były ciosem w samo serce. Rzadko między nami było dobrze.Nawet nie pamiętam takich chwil. W końcu gdy się z nim rozstałam,ulżyło mi, jednak tęskniłam bardzo. Odzyskałam stracone przyjaciółki (zabraniał mi się z kim kolwiek kontaktować,nawet wybierał mi znajomych na facebooka). Jednak z nim też się z potykałam. Dochodziło nawet do sexu. Nie mogłam się powstrzymać kochałam go bardzo mocno. Jednak on zachowywał się różnie, jednego dnia był miły,drugiego dnia gdy mnie spotykał wyzywał mnie,dusił,szarpał. To było nie do zniesienia. policja nie wchodzi w to wszystko,jeśli chcecie mi ją doradzić<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> proszę pomóżcie, mieszkamy 3 km od siebie, mamy mniej więcej wspólnych znajomych, niektórzy z nich też wymyślają na mnie bzdury,że się puszczam i wiele innych.MNIE TAKIE SŁOWA WYJĄTKOWO RANIĄ,JESTEM WRAŻLIWA(mam złe doświadczenia z dzieciństwa,ojciec często bił mamę). Nie wiem co robić,wybaczałam mu tyle rzeczy,ale gdy tylko nie odzywamy się kilka dni,usycham z tęsknoty.Jest mi zle,płaczę przez te wyzwiska.ostatnio nawet z jego numeru zadzwoniła dziewczyna i kazała mi się odczepić. On mówił,że byli gdzieś na wspólnym wyjezdzie. Ja wariuje,gdy to wszystko słucham. Biorę silne środki na depresję od mojej mamy,oczywiście podkradam. Bo czuje się jak wrak człowieka,błagam,pomóżcie...]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Problem ze stresem ?]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1058</link>
			<pubDate>Mon, 14 May 2012 12:55:09 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1058</guid>
			<description><![CDATA[Dzień dobry<br />
Mam 19 lat. Od 1,5 miesiąca mam problem z wyjściem z domu. Zaczęło się od Egzaminu na prawo jazdy, w jego dzień czułem się bardzo źle odczuwałem ucisk w brzuchu, drgawki i doskwierała mi ostra biegunka, dodam że był do kolejny już egzamin więc znałem już sytuację i wiedziałem jakie emocje się wtedy odczuwa. Po egzaminie (oblanym po raz kolejny) wszystkie dolegliwości zniknęły od razu. Nie poszedłem już w ten dzień do szkoły i wróciłem do domu. Czasowo złożyło się to tak, że akurat następnego dnia zaczynały się święta wielkanocne. Wiadomo wielkanocne śniadanie, cała rodzina, miła atmosfera i te sprawy. Po śniadaniu zacząłem odczuwać ból brzucha i dostałem biegunki - zignorowałem to gdyż myślałem, że to zwykła reakcja na "ilość potraw na stole wielkanocnym". Po świętach trzeba było udać się do szkoły i tu zaczyna się mój problem. Wstałem rano bez najmniejszych objawów czegokolwiek. Wyszedłem z domu doszedłem do stacji i zaczęło się potworne burczenie w brzuchu, ucisk i uczucie jakbym za chwilę miał popuścić w majtki. Wróciłem do domu, koło godziny 11 objawy ustąpiły. Następnego dnia historia miała się identycznie więc postanowiłem udać się do lekarza ogólnego z podejrzeniem zwykłej grypy jelitowej przepisano mi 2 antybiotyki, miałem stosować jeden przez 5 dni a drugi do ustąpienia objawów. Preparaty pomogły tylko na biegunkę, reszta objawów pozostała. Po jakiś 3 dniach od odstawienia leków powróciła również biegunka. Zacząłem szukać czegoś innego, zacząłem myśleć i skojarzyłem to z silną reakcją na stres. Po rozmowie z matką na ten temat wszystko zaczęło składać się w całość. Moja mama jest osobą chorą na nerwicę, o której słyszałem że jest dziedziczna. Chcę jeszcze dodać, że zawsze potrafiłem radzić sobie ze stresem oraz to że objawy w dni wolne od szkoły to tylko poranna biegunka, zaś w dni powszednie jest ich znacznie szerszy wachlarz : biegunka ( co najmniej 2x od czasu wstania z łóżka do wyjścia z domu), ucisk w brzuchu, drgawki, lęk przed opuszczeniem domu. Moje pytanie brzmi : Jak mam wrócić do normalnego funkcjonowania ? Mam straszne zaległości w szkole a nie mogę ruszyć się z domu. Jestem już strasznie podłamany gdyż przez moją przypadłość cierpi również moja dziewczyna i rodzina <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Co chwilę tylko chce mi się płakać, nie mam już na nic siły.<br />
<br />
                                                                                                            Pozdrawiam x3non]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Dzień dobry<br />
Mam 19 lat. Od 1,5 miesiąca mam problem z wyjściem z domu. Zaczęło się od Egzaminu na prawo jazdy, w jego dzień czułem się bardzo źle odczuwałem ucisk w brzuchu, drgawki i doskwierała mi ostra biegunka, dodam że był do kolejny już egzamin więc znałem już sytuację i wiedziałem jakie emocje się wtedy odczuwa. Po egzaminie (oblanym po raz kolejny) wszystkie dolegliwości zniknęły od razu. Nie poszedłem już w ten dzień do szkoły i wróciłem do domu. Czasowo złożyło się to tak, że akurat następnego dnia zaczynały się święta wielkanocne. Wiadomo wielkanocne śniadanie, cała rodzina, miła atmosfera i te sprawy. Po śniadaniu zacząłem odczuwać ból brzucha i dostałem biegunki - zignorowałem to gdyż myślałem, że to zwykła reakcja na "ilość potraw na stole wielkanocnym". Po świętach trzeba było udać się do szkoły i tu zaczyna się mój problem. Wstałem rano bez najmniejszych objawów czegokolwiek. Wyszedłem z domu doszedłem do stacji i zaczęło się potworne burczenie w brzuchu, ucisk i uczucie jakbym za chwilę miał popuścić w majtki. Wróciłem do domu, koło godziny 11 objawy ustąpiły. Następnego dnia historia miała się identycznie więc postanowiłem udać się do lekarza ogólnego z podejrzeniem zwykłej grypy jelitowej przepisano mi 2 antybiotyki, miałem stosować jeden przez 5 dni a drugi do ustąpienia objawów. Preparaty pomogły tylko na biegunkę, reszta objawów pozostała. Po jakiś 3 dniach od odstawienia leków powróciła również biegunka. Zacząłem szukać czegoś innego, zacząłem myśleć i skojarzyłem to z silną reakcją na stres. Po rozmowie z matką na ten temat wszystko zaczęło składać się w całość. Moja mama jest osobą chorą na nerwicę, o której słyszałem że jest dziedziczna. Chcę jeszcze dodać, że zawsze potrafiłem radzić sobie ze stresem oraz to że objawy w dni wolne od szkoły to tylko poranna biegunka, zaś w dni powszednie jest ich znacznie szerszy wachlarz : biegunka ( co najmniej 2x od czasu wstania z łóżka do wyjścia z domu), ucisk w brzuchu, drgawki, lęk przed opuszczeniem domu. Moje pytanie brzmi : Jak mam wrócić do normalnego funkcjonowania ? Mam straszne zaległości w szkole a nie mogę ruszyć się z domu. Jestem już strasznie podłamany gdyż przez moją przypadłość cierpi również moja dziewczyna i rodzina <img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> Co chwilę tylko chce mi się płakać, nie mam już na nic siły.<br />
<br />
                                                                                                            Pozdrawiam x3non]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Była dziewczyna mojego chłopaka]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1057</link>
			<pubDate>Sun, 13 May 2012 20:37:53 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1057</guid>
			<description><![CDATA[Czytałam już podobne historie na tym forum i na innych portalach. Chciałabym opisać swoją, ponieważ jest trudna, chyba najtrudniejsza w jakiej się kiedykolwiek znalazłam. Nie potrafię sobie z nią poradzić, często przez nią płaczę, mam straszne myśli i pewnie w końcu pójdę do psychologa. <br />
Mam problem z była dziewczyną mojego chłopaka. Od kilku miesięcy, będzie już chyba nawet pół roku... <br />
Poznałam mojego obecnego chłopaka w październiku, jak zamieszkaliśmy, to mój współlokator... Od początku bardzo dobrze nam się rozmawiało, spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu, ale całkiem w 100% po koleżeńsku, w każdym razie na pewno z mojej strony. Nie przyszło mi do głowy co innego, miałam dużo swoich zajęć, spotykałam się też wtedy z kimś, a przede wszystkim przychodziła do nas ciągle jego była dziewczyna, chodziła z nami na imprezy i czułam, że on ciągle do niej należy. Zerwali we wrześniu, zaraz przed tym jak się poznaliśmy, byli razem 5 lat, mieszkali razem 2 lata... Więc znali się naprawdę dobrze. To ona go zostawiła, on to bardzo ciężko przeszedł, jak potem mi opowiadał, ale mimo wszystko nie okazywał jej tego, rozstali się przyjaźnie, uznali że się zapędzili, że zachowują się jak stare małżeństwo i to nie jest dobre. Chcieli rozstać się na jakiś czas i potem do siebie wrócić, ale zaznaczam, że to była tylko jej decyzja... Ich rozstanie wyglądało tak, że w październiku chodzili jeszcze za rękę, w listopadzie spali ze sobą i nawet całowali się przy mnie i znajomych na imprezie. Ona zawsze na mnie dziwnie patrzyła, strasznie świrowała mnie wzrokiem. To mi się wydało bardzo dziwne, ale byłam całkiem kimś nowym w ich towarzystwie, wszyscy moi współlokatorzy i ich znajomi znają się od podstawówki... Pewnego wieczoru w grudniu, gdy graliśmy razem na komputerze jak zwykli kumple, mój chłopak mnie pocałował. I wtedy wszystko się zmieniło. Byłam kompletnie zaskoczona. Zaczęłam na niego inaczej patrzeć. Ale ukrywaliśmy to. Ja spotykałam się wtedy z kimś, i najpierw chciałam to rozwiązać, no i była ona... Dzień po tym jak się pocałowaliśmy ona przyszła do niego na obiad, a ja musiałam wyjść i zostawić ich samych. Ona o niczym nie wiedziała a ja czułam się strasznie dziwnie tak ich zostawiając... Z czasem spędzaliśmy coraz więcej czasu razem, bardzo dużo rozmawialiśmy. Byłam w szoku, że tak dobrze nam się rozmawia, on zawsze mnie słuchał. Ale byliśmy w ukryciu. Zerwałam kontakt z tym chłopakiem, z którym się spotykałam, uznałam że to nie to, poza tym to byłoby nie w porządku. Ale on z nią nie. Do tego jak przychodziła to udawałam, że między nami nic nie ma. Nie chciałam nikogo ranić. Pamiętam, jak go kiedyś spytałam co by było gdybym go przy niej pocałowała, powiedział, że nie mogę tego zrobić, bo ją to zaboli.... Nie pomyślał wtedy jak ja się poczułam... Przez jakiś miesiąc czy dwa to tak trwało, wiedzieli o tym tylko nasi współlokatorzy. Czasem spaliśmy nawet w jednym łóżku (ale jedynie przytuleni) i to było naprawdę miłe, i jemu i mi waliły wtedy serca jak młot... Ona może się domyślała, nie wiem, ale przestała do nas przychodzić, widywali się za to ciągle na mieście, gdzieś na imprezach... Pewnego razu wrócili razem z imprezy o 4 rano i ona spała z nim w jego łóżku, tam gdzie ja spałam noc wcześniej... (bo niby nie miała autobusu......). To było okropne uczucie. Nie spałam jak przyszli bo też wróciłam późno i mnie zamurowało jak weszli, ale nie potrafiłam nic powiedzieć, powiedziałam jej "cześć" i udałam, że nic się nie dzieje. Poszłam do siebie, on przyszedł i powiedział, że to nie tak jak myślę, ale nie chciałam z nim rozmawiać i go wygoniłam... Straszna była myśl, że śpią w pokoju obok... Postanowiłam dać sobie z nim spokój, ale po 2 dniach powiedział mi że mnie przeprasza i że bardzo mu na mnie zależy, a ich już dawno nic nie łączy. Dałam mu wtedy ostatnią szansę, ale tak naprawdę dałam mu ich potem jeszcze wiele. Nadal nie wiem czy ona o wszystkim wie. Było wiele dziwnych sytuacji, np spędziliśmy razem całe Walentynki i ona do niego pisała cały dzień i dzwoniła wieczorem, bo nie wiedziała co się z nim dzieje i jak zadzwoniła żeby spytać co on robi to powiedział, że siedzi sam mimo że byłam obok... Wychodził z nią wciąż na imprezy, na które mnie nie zabierał, powiedział mi że ma złe towarzystwo i że bym się przeraziła, gdybym ich zobaczyła. Powiedział mi że się bardzo we mnie zakochał, w mojej osobowości i że jak jest ze mną to myśli, że tak naprawdę nigdy jej nie kochał. Widuje się z nią coraz rzadziej, spędzamy razem bardzo dużo czasu, ale ona ciągle nad nami wisi. I wybaczałam mu to wszystko, bo wiedziałam, że wiele ich łączy i nie oddałabym chwil, które spędziliśmy razem. Chce ze mną zamieszkać, wychodzimy razem z jego znajomymi, chodzimy za rękę, (ale nigdy ona nas razem nie widziała), jest dla mnie bardzo dobry, powiedział mi nawet, że byłabym fajną żoną. Teraz mi mówi, jeśli ma się z nią widzieć, ale to mi ciągle przeszkadza.  Chyba przez to jego wcześniejsze zachowanie. Powiedział mi kiedyś, że nie mogę kazać mu wybierać ani zabronić mu się z nią spotykać, bo na zawsze już będą przyjaciółmi, mają wspólnych znajomych, on ma ciągle jej rzeczy itd I dosłownie każda, nawet w najlepszych naszych momentach, każda rozmowa na jej temat kończy się kłótnią. Widzę, że mu na mnie zależy, ja też go kocham, mimo to że czasem mnie ranił... Ale on nie potrafi się od niej uwolnić. Najgorsze jest to że ona wie, że jesteśmy blisko i wie że mi przeszkadza jak się z nim kontaktuje, ale wg niej zawsze będą dla siebie najbliższymi osobami. Co mam zrobić?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Czytałam już podobne historie na tym forum i na innych portalach. Chciałabym opisać swoją, ponieważ jest trudna, chyba najtrudniejsza w jakiej się kiedykolwiek znalazłam. Nie potrafię sobie z nią poradzić, często przez nią płaczę, mam straszne myśli i pewnie w końcu pójdę do psychologa. <br />
Mam problem z była dziewczyną mojego chłopaka. Od kilku miesięcy, będzie już chyba nawet pół roku... <br />
Poznałam mojego obecnego chłopaka w październiku, jak zamieszkaliśmy, to mój współlokator... Od początku bardzo dobrze nam się rozmawiało, spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu, ale całkiem w 100% po koleżeńsku, w każdym razie na pewno z mojej strony. Nie przyszło mi do głowy co innego, miałam dużo swoich zajęć, spotykałam się też wtedy z kimś, a przede wszystkim przychodziła do nas ciągle jego była dziewczyna, chodziła z nami na imprezy i czułam, że on ciągle do niej należy. Zerwali we wrześniu, zaraz przed tym jak się poznaliśmy, byli razem 5 lat, mieszkali razem 2 lata... Więc znali się naprawdę dobrze. To ona go zostawiła, on to bardzo ciężko przeszedł, jak potem mi opowiadał, ale mimo wszystko nie okazywał jej tego, rozstali się przyjaźnie, uznali że się zapędzili, że zachowują się jak stare małżeństwo i to nie jest dobre. Chcieli rozstać się na jakiś czas i potem do siebie wrócić, ale zaznaczam, że to była tylko jej decyzja... Ich rozstanie wyglądało tak, że w październiku chodzili jeszcze za rękę, w listopadzie spali ze sobą i nawet całowali się przy mnie i znajomych na imprezie. Ona zawsze na mnie dziwnie patrzyła, strasznie świrowała mnie wzrokiem. To mi się wydało bardzo dziwne, ale byłam całkiem kimś nowym w ich towarzystwie, wszyscy moi współlokatorzy i ich znajomi znają się od podstawówki... Pewnego wieczoru w grudniu, gdy graliśmy razem na komputerze jak zwykli kumple, mój chłopak mnie pocałował. I wtedy wszystko się zmieniło. Byłam kompletnie zaskoczona. Zaczęłam na niego inaczej patrzeć. Ale ukrywaliśmy to. Ja spotykałam się wtedy z kimś, i najpierw chciałam to rozwiązać, no i była ona... Dzień po tym jak się pocałowaliśmy ona przyszła do niego na obiad, a ja musiałam wyjść i zostawić ich samych. Ona o niczym nie wiedziała a ja czułam się strasznie dziwnie tak ich zostawiając... Z czasem spędzaliśmy coraz więcej czasu razem, bardzo dużo rozmawialiśmy. Byłam w szoku, że tak dobrze nam się rozmawia, on zawsze mnie słuchał. Ale byliśmy w ukryciu. Zerwałam kontakt z tym chłopakiem, z którym się spotykałam, uznałam że to nie to, poza tym to byłoby nie w porządku. Ale on z nią nie. Do tego jak przychodziła to udawałam, że między nami nic nie ma. Nie chciałam nikogo ranić. Pamiętam, jak go kiedyś spytałam co by było gdybym go przy niej pocałowała, powiedział, że nie mogę tego zrobić, bo ją to zaboli.... Nie pomyślał wtedy jak ja się poczułam... Przez jakiś miesiąc czy dwa to tak trwało, wiedzieli o tym tylko nasi współlokatorzy. Czasem spaliśmy nawet w jednym łóżku (ale jedynie przytuleni) i to było naprawdę miłe, i jemu i mi waliły wtedy serca jak młot... Ona może się domyślała, nie wiem, ale przestała do nas przychodzić, widywali się za to ciągle na mieście, gdzieś na imprezach... Pewnego razu wrócili razem z imprezy o 4 rano i ona spała z nim w jego łóżku, tam gdzie ja spałam noc wcześniej... (bo niby nie miała autobusu......). To było okropne uczucie. Nie spałam jak przyszli bo też wróciłam późno i mnie zamurowało jak weszli, ale nie potrafiłam nic powiedzieć, powiedziałam jej "cześć" i udałam, że nic się nie dzieje. Poszłam do siebie, on przyszedł i powiedział, że to nie tak jak myślę, ale nie chciałam z nim rozmawiać i go wygoniłam... Straszna była myśl, że śpią w pokoju obok... Postanowiłam dać sobie z nim spokój, ale po 2 dniach powiedział mi że mnie przeprasza i że bardzo mu na mnie zależy, a ich już dawno nic nie łączy. Dałam mu wtedy ostatnią szansę, ale tak naprawdę dałam mu ich potem jeszcze wiele. Nadal nie wiem czy ona o wszystkim wie. Było wiele dziwnych sytuacji, np spędziliśmy razem całe Walentynki i ona do niego pisała cały dzień i dzwoniła wieczorem, bo nie wiedziała co się z nim dzieje i jak zadzwoniła żeby spytać co on robi to powiedział, że siedzi sam mimo że byłam obok... Wychodził z nią wciąż na imprezy, na które mnie nie zabierał, powiedział mi że ma złe towarzystwo i że bym się przeraziła, gdybym ich zobaczyła. Powiedział mi że się bardzo we mnie zakochał, w mojej osobowości i że jak jest ze mną to myśli, że tak naprawdę nigdy jej nie kochał. Widuje się z nią coraz rzadziej, spędzamy razem bardzo dużo czasu, ale ona ciągle nad nami wisi. I wybaczałam mu to wszystko, bo wiedziałam, że wiele ich łączy i nie oddałabym chwil, które spędziliśmy razem. Chce ze mną zamieszkać, wychodzimy razem z jego znajomymi, chodzimy za rękę, (ale nigdy ona nas razem nie widziała), jest dla mnie bardzo dobry, powiedział mi nawet, że byłabym fajną żoną. Teraz mi mówi, jeśli ma się z nią widzieć, ale to mi ciągle przeszkadza.  Chyba przez to jego wcześniejsze zachowanie. Powiedział mi kiedyś, że nie mogę kazać mu wybierać ani zabronić mu się z nią spotykać, bo na zawsze już będą przyjaciółmi, mają wspólnych znajomych, on ma ciągle jej rzeczy itd I dosłownie każda, nawet w najlepszych naszych momentach, każda rozmowa na jej temat kończy się kłótnią. Widzę, że mu na mnie zależy, ja też go kocham, mimo to że czasem mnie ranił... Ale on nie potrafi się od niej uwolnić. Najgorsze jest to że ona wie, że jesteśmy blisko i wie że mi przeszkadza jak się z nim kontaktuje, ale wg niej zawsze będą dla siebie najbliższymi osobami. Co mam zrobić?]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[prosze o rade]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1056</link>
			<pubDate>Sat, 12 May 2012 22:25:59 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1056</guid>
			<description><![CDATA[Mam 40 lat, od 18 jestem mezatka, mamy3 dzieci, njmlodsze ma 7 mcy. Moj problem oczywiscie dotyczy relacji z mezem. Od kilku lat mam wrazenie, ze mnie nienawidzi. Na kazde moje zdanie skierowane do niego odpowiada agresywnie. Wychodzi z zalozenia, ze kobieta jest po to, zeby zajmowac sie domem i dziecmi. Nie pomaga w niczym i caly wolny czas spedza przed kompem albo w fotelu. Na moje prosby o pomoc odpowiada, ze tysiace kobiet radzily sobie z domem i dziecmi i fakt, ze ja z tym sobie nie radze swiadczy o mojej nieudolnosci. Warczy na dzieci i przegania je wciaz, bo zawracaja mu  glowe gdy oglada ulubiony serial. Nasz najmlodszy syn pojawil sie na swiecie, bo w desperacji stwierdzilam, ze uwiode mojego meza (ktory seks traktuje jako nagrode dla mnie i to nie na zasadzie,ze mi jest dobrze, tylko ze on pozwala sie holubic) jest slodki i sliczny, ale wytracil mnie z parcia ku rozstaniu. Przez meza zaczelam naduzywac alkoholu, z nikim juz sie prawie nie widuje (bo on nie lubi spektakularnie moich znajomych) w niczym nie moge na nim polegac (potrafi na 10 min przed wyjsciem stwierdzic, ze mu sie odechcialo isc) Czuje sie jak stara nieatrakcyjna i glupia baba. Boje sie konfrontacji, bo kazda wymiana zdan odbija sie na dzieciach. Pan tata sie do nich przestaje odzywac lub jest zlosliwy lub krzyczy. Nie wiem co robic. Rozmawiac sie nie da, po 5 sekundach slysze wulgaryzmy i zarzuty ze to wszystko moja wina... Help!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Mam 40 lat, od 18 jestem mezatka, mamy3 dzieci, njmlodsze ma 7 mcy. Moj problem oczywiscie dotyczy relacji z mezem. Od kilku lat mam wrazenie, ze mnie nienawidzi. Na kazde moje zdanie skierowane do niego odpowiada agresywnie. Wychodzi z zalozenia, ze kobieta jest po to, zeby zajmowac sie domem i dziecmi. Nie pomaga w niczym i caly wolny czas spedza przed kompem albo w fotelu. Na moje prosby o pomoc odpowiada, ze tysiace kobiet radzily sobie z domem i dziecmi i fakt, ze ja z tym sobie nie radze swiadczy o mojej nieudolnosci. Warczy na dzieci i przegania je wciaz, bo zawracaja mu  glowe gdy oglada ulubiony serial. Nasz najmlodszy syn pojawil sie na swiecie, bo w desperacji stwierdzilam, ze uwiode mojego meza (ktory seks traktuje jako nagrode dla mnie i to nie na zasadzie,ze mi jest dobrze, tylko ze on pozwala sie holubic) jest slodki i sliczny, ale wytracil mnie z parcia ku rozstaniu. Przez meza zaczelam naduzywac alkoholu, z nikim juz sie prawie nie widuje (bo on nie lubi spektakularnie moich znajomych) w niczym nie moge na nim polegac (potrafi na 10 min przed wyjsciem stwierdzic, ze mu sie odechcialo isc) Czuje sie jak stara nieatrakcyjna i glupia baba. Boje sie konfrontacji, bo kazda wymiana zdan odbija sie na dzieciach. Pan tata sie do nich przestaje odzywac lub jest zlosliwy lub krzyczy. Nie wiem co robic. Rozmawiac sie nie da, po 5 sekundach slysze wulgaryzmy i zarzuty ze to wszystko moja wina... Help!]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Brak pewności siebie?]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1055</link>
			<pubDate>Sat, 12 May 2012 11:08:18 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1055</guid>
			<description><![CDATA[Cześć<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> Piszę do Was, bo chciałabym poprawić swoją samoocenę. Myślę, że to by rozwiązało moje wszystkie problemy, bo chyba to jest ich źródło.<br />
<br />
Pochodzę z dosyć małego miasta. Jestem ładną dziewczyną, zgrabną i nie mam sobie nic do zarzucenia. Natomiast nie zawsze tak było. Kiedyś miałam kłopoty ze wzrokiem, miałam zeza, nie potrafiłam się ładnie ubierać, nosiłam aparat ortodontyczny, byłam dość nieśmiała, ale nigdy jakaś brzydka<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" /> Dziś mam śliczne ząbki i zdrowiutkie oczy<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> ale nadal jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Jeśli pojawia się jakaś ładniejsza, pewniejsza siebie dziewczyna to ja się zamykam:/ naprawdę nie chce być nieskromna, ale mam powodzenia, a jednak gdzieś w mojej głowie zakorzeniło się jakieś głupie myślenie:/<br />
Mam chłopaka. Pochodzi z baaardzo bogatej rodziny, ale to są bardzo mili ludzie! Jeździ super autem, stać go naprawdę na drogie, modne ciuchy. A ja.. pochodzę z przeciętnej rodziny<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> radzimy sobie całkiem nieźle<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> ja też staram się ubierać modnie i ładnie i nawet mi to wychodzi<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" /> natomiast muszę bardziej kombinować ze wszystkim (jak każdy student<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" />) i nie stać mnie na to co tylko zechce. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ale odkąd z nim jestem, czasem mi jest przykro chodzić z nim np na zakupy i jest mi wstyd przez to, bo ja mu chyba po prostu zazdroszczę<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> to jest śmieszne, że ja mam kurtkę za 200zł a on za 1200<img src="images/smilies/tongue.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Tongue" title="Tongue" /> normalnie bym się cieszyła i nie chciała nic więcej, ale w porównaniu z nim czuję, że jestem jakby gorsza:/ jego znajomi bardzo patrzą na metki i dla nich najważniejsze jest kto z czego ma ciuchy. Z tego co wiem to nawet mnie chwalą za to jak się ubieram, ale czy to nie jest płytkie...? W swoim rodzinnym mieście miałam znajomych, którzy lubili mnie za to kim jestem, a nie za to czy mam firmowe buty... Wiem, że on mnie bardzo kocha i nie chce żebym tak się przy nim czuła (np na zakupach). On też dzięki temu co ma jest bardzo pewny siebie, lubi siebie i sam przyznaje,  że nie ma problemów. to jest super, ale ja jestem trochę mniej super, że mi to sprawia przykrość:/ Jestem bardzo uśmiechniętą osobą i naprawdę lubię swoje życie i w ogóle ludzi, ale ten brak pewności siebie ewidentnie mi przeszkadza w tym szczęściu... Pomożecie?<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" />]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Cześć<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> Piszę do Was, bo chciałabym poprawić swoją samoocenę. Myślę, że to by rozwiązało moje wszystkie problemy, bo chyba to jest ich źródło.<br />
<br />
Pochodzę z dosyć małego miasta. Jestem ładną dziewczyną, zgrabną i nie mam sobie nic do zarzucenia. Natomiast nie zawsze tak było. Kiedyś miałam kłopoty ze wzrokiem, miałam zeza, nie potrafiłam się ładnie ubierać, nosiłam aparat ortodontyczny, byłam dość nieśmiała, ale nigdy jakaś brzydka<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" /> Dziś mam śliczne ząbki i zdrowiutkie oczy<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> ale nadal jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Jeśli pojawia się jakaś ładniejsza, pewniejsza siebie dziewczyna to ja się zamykam:/ naprawdę nie chce być nieskromna, ale mam powodzenia, a jednak gdzieś w mojej głowie zakorzeniło się jakieś głupie myślenie:/<br />
Mam chłopaka. Pochodzi z baaardzo bogatej rodziny, ale to są bardzo mili ludzie! Jeździ super autem, stać go naprawdę na drogie, modne ciuchy. A ja.. pochodzę z przeciętnej rodziny<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> radzimy sobie całkiem nieźle<img src="images/smilies/smile.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Smile" title="Smile" /> ja też staram się ubierać modnie i ładnie i nawet mi to wychodzi<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" /> natomiast muszę bardziej kombinować ze wszystkim (jak każdy student<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" />) i nie stać mnie na to co tylko zechce. Nigdy mi to nie przeszkadzało, ale odkąd z nim jestem, czasem mi jest przykro chodzić z nim np na zakupy i jest mi wstyd przez to, bo ja mu chyba po prostu zazdroszczę<img src="images/smilies/sad.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Sad" title="Sad" /> to jest śmieszne, że ja mam kurtkę za 200zł a on za 1200<img src="images/smilies/tongue.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Tongue" title="Tongue" /> normalnie bym się cieszyła i nie chciała nic więcej, ale w porównaniu z nim czuję, że jestem jakby gorsza:/ jego znajomi bardzo patrzą na metki i dla nich najważniejsze jest kto z czego ma ciuchy. Z tego co wiem to nawet mnie chwalą za to jak się ubieram, ale czy to nie jest płytkie...? W swoim rodzinnym mieście miałam znajomych, którzy lubili mnie za to kim jestem, a nie za to czy mam firmowe buty... Wiem, że on mnie bardzo kocha i nie chce żebym tak się przy nim czuła (np na zakupach). On też dzięki temu co ma jest bardzo pewny siebie, lubi siebie i sam przyznaje,  że nie ma problemów. to jest super, ale ja jestem trochę mniej super, że mi to sprawia przykrość:/ Jestem bardzo uśmiechniętą osobą i naprawdę lubię swoje życie i w ogóle ludzi, ale ten brak pewności siebie ewidentnie mi przeszkadza w tym szczęściu... Pomożecie?<img src="images/smilies/wink.gif" style="vertical-align: middle;" border="0" alt="Wink" title="Wink" />]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Życie]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1053</link>
			<pubDate>Fri, 11 May 2012 23:06:17 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1053</guid>
			<description><![CDATA[Opowiem coś o sobie, mam 40 lat, moim największym osiągnięciem w życiu jest syn  (10 lat) i córeczka (3 latka). Z mężem właśnie przestało się nam układać, Znamy się 16 lat a małżeństwem jesteśmy 12 lat. Od 2007 ciągle przebywa po za domem, na początku były to kursy gdzie na weekendy był w domu, później (rok 2009) był kurs gdzie 3 miesiące się nie widzieliśmy. Po tym kursie był 3 miesiące w domu i znowu wyjechał na kurs na którym był 9 miesięcy (kontakt mieliśmy tylko przez skype). Teraz jest już 6 miesięcy w Afganistanie i właśnie nastąpił kryzys. A podstawą tego są pieniądze. Nigdy męża nie zdradziłam i uważam że jeśli jakaś kobieta to robi to jest niczym.<br />
Dodam że mąż na kursach mnie zdradzał, nie wiem czy były to fizyczne zdrady ale dla mnie sms, telefony czy całowanie się to zdrada.<br />
Czuję się przytłoczona i zdominowana przez męża, w tej chwili nie mam pracy, co jeszcze bardziej pogłębia mój stan psychiczny. Chyba tylko dzieci trzymają mnie przy życiu. Czuję się opuszczona przez wszystkich, nie mam bliskiej osoby do której mogłabym się zwrócić, moi rodzice nie żyją. Czuję że jestem w rozsypce, a nie chcę aby tak było bo Kocham moje dzieci i chcę dla nich żyć.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Opowiem coś o sobie, mam 40 lat, moim największym osiągnięciem w życiu jest syn  (10 lat) i córeczka (3 latka). Z mężem właśnie przestało się nam układać, Znamy się 16 lat a małżeństwem jesteśmy 12 lat. Od 2007 ciągle przebywa po za domem, na początku były to kursy gdzie na weekendy był w domu, później (rok 2009) był kurs gdzie 3 miesiące się nie widzieliśmy. Po tym kursie był 3 miesiące w domu i znowu wyjechał na kurs na którym był 9 miesięcy (kontakt mieliśmy tylko przez skype). Teraz jest już 6 miesięcy w Afganistanie i właśnie nastąpił kryzys. A podstawą tego są pieniądze. Nigdy męża nie zdradziłam i uważam że jeśli jakaś kobieta to robi to jest niczym.<br />
Dodam że mąż na kursach mnie zdradzał, nie wiem czy były to fizyczne zdrady ale dla mnie sms, telefony czy całowanie się to zdrada.<br />
Czuję się przytłoczona i zdominowana przez męża, w tej chwili nie mam pracy, co jeszcze bardziej pogłębia mój stan psychiczny. Chyba tylko dzieci trzymają mnie przy życiu. Czuję się opuszczona przez wszystkich, nie mam bliskiej osoby do której mogłabym się zwrócić, moi rodzice nie żyją. Czuję że jestem w rozsypce, a nie chcę aby tak było bo Kocham moje dzieci i chcę dla nich żyć.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[ Trudna decyzja, co robić?]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1052</link>
			<pubDate>Thu, 10 May 2012 18:23:32 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1052</guid>
			<description><![CDATA[Witam. Mamy dorosłego syna, jedynaka. Wychuchany, otoczony miłością /szczególnie moją/, gdyż pierwsze dziecko zmarło /żyło 2dni/. Chyba całą miłość przelałam na niego, gdyż urodził się chory i ledwo z tej choroby wyszedł. W szkole kłopoty z nauką, zachowaniem, ale dzięki mojemu poświęceniu /bo tak to można określić/, szkoły ukończył. Potem ożenek. Cieszyliśmy się, że będzie miał rodzinę, bo ma tylko nas. Ale cóż, małżeństwo trwało krótko i już się skończyło. Nieodpowiedzialność, niedojrzałość i parę innych przyczyn zakończyło ten związek. Potem następny problem.  Syn po ślubie wyprowadził się od nas i wynajęli z synową mieszkanie.  2 lata temu, prosił czy może wrócić na "jakiś czas", gdyż stracił pracę i ma trudną sytuację, oraz długi do spłacenia..  I cóż, zgodziliśmy się i nasz "synek" znowu z nami jest. Pomogliśmy i pomagamy mu w różny sposób. Mieszkanie i wyżywienie ma gratis, lecz choć ma już stałą pracę, długi dalej są..  I żadnego "dziękuję" rodzice nie słyszą, tylko jeszcze obraza że każą posprzątać swój pokój. Obraza, że proponują zjedzenie wspólne obiadu!  I na stare lata, mamy taki dyskomfort i ból serca, bo co robić? Kazać się wynieść?  Stawiało się pewne warunki, ale on warunki ma gdzieś... Chce tu się powiedzieć : "małe dzieci, mały kłopot, a duże..."  Bardzo proszę o radę.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam. Mamy dorosłego syna, jedynaka. Wychuchany, otoczony miłością /szczególnie moją/, gdyż pierwsze dziecko zmarło /żyło 2dni/. Chyba całą miłość przelałam na niego, gdyż urodził się chory i ledwo z tej choroby wyszedł. W szkole kłopoty z nauką, zachowaniem, ale dzięki mojemu poświęceniu /bo tak to można określić/, szkoły ukończył. Potem ożenek. Cieszyliśmy się, że będzie miał rodzinę, bo ma tylko nas. Ale cóż, małżeństwo trwało krótko i już się skończyło. Nieodpowiedzialność, niedojrzałość i parę innych przyczyn zakończyło ten związek. Potem następny problem.  Syn po ślubie wyprowadził się od nas i wynajęli z synową mieszkanie.  2 lata temu, prosił czy może wrócić na "jakiś czas", gdyż stracił pracę i ma trudną sytuację, oraz długi do spłacenia..  I cóż, zgodziliśmy się i nasz "synek" znowu z nami jest. Pomogliśmy i pomagamy mu w różny sposób. Mieszkanie i wyżywienie ma gratis, lecz choć ma już stałą pracę, długi dalej są..  I żadnego "dziękuję" rodzice nie słyszą, tylko jeszcze obraza że każą posprzątać swój pokój. Obraza, że proponują zjedzenie wspólne obiadu!  I na stare lata, mamy taki dyskomfort i ból serca, bo co robić? Kazać się wynieść?  Stawiało się pewne warunki, ale on warunki ma gdzieś... Chce tu się powiedzieć : "małe dzieci, mały kłopot, a duże..."  Bardzo proszę o radę.]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Pomocy!]]></title>
			<link>http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1051</link>
			<pubDate>Tue, 08 May 2012 12:49:02 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">http://www.psychowsparcie.org/forum/showthread.php?tid=1051</guid>
			<description><![CDATA[Witam.<br />
              Mój problem dotyczy mnie i mojego chłopaka. Otoz, jestesmy (czy raczej byliśmy) ze sobą 2 lata, a 2 miesiące temu zdecydowaliśmy się zamieszkać razem... To ja postanowiłam porzucić swoje dotychczasowe miejsce pobytu bez możliwości powrotu tam i zamieszkania w jego mieszkaniu. Zawsze wydawało mi się,że wiedziemy szczęśliwy związek, w którym bardzo się kochaliśmy... często słyszałam te zapewnienia o wspólniej przyszłości, dzieciach ( dla których mieliśmy nawet wybrane imiona),psach, kotach i pięknej wspólnej starości. Dwa tygodnie temu miała miejsce sytuacja, której się nie spodziewałam... Zapytalam 'kochales mnie kiedykolwiek?' - 'tak', 'a kochasz?' -"kocham", 'achcesz ze mna byc'-'nie wiem'... po tym zabralam kilka rzeczy i wynioslam sie do znajomej na tydzien, kolejny tydzien... tez minal w czekaniu na odpowiedz...powiedzial, ze chce czasu... w koncu przyjechal pewnego dnia i powiedzial, ze to koniec,zebysmy sie rozsali, zebysmy zosali kolega i kolezanka...powiedzial, ze jego decyzja jest spowodowana naszym lekkim niedopasowaniem charakterow... przez te 2 tygodnie nie bylo godziny (oprocz tych ktore przespalam) zebym o tym nie myslala... zastanowilam sie nad swoimi błędami...było ich mnóstwo...teraz dopiero zdaję sobie sprawę z tego co wyprawiałam... obrażałam się we wszystkich możliwych miejscach na ziemi,bardzo często,o głupoty robiłam awantury, często się pakowałam i wychodziłam z mieszkania a pozniej wracalam, chciałam zamknąc go w słoiku... dla mnie jego uwaga o tym, ze 'gdybyd sie tak nie obrazala bylabys idealna'.'jedyna rzecz ktora mi w tobie przeszkadza to obrazanie sie'...nigdy tego do siebie nie bralam...bo przeciez wszedzie sa klotnie(z tym, z ja je robilam bardzo czesto)...i to byl moj blad...bardzo tego zaluje,jestem gotowa calkowicie sie zmienic...powiedzialam mu to...odpowiedzial, ze po tylu zapewnieniach,ktore mu dawalam on jz nie wierzy(przysiegam,zawsze puszczalam to mimo uszu...teraz dopiero to widze). Bylam zmuszona wrocic do tego mieszkania, poniewaz tu pracuję...zapytalam czy kogos ma...odpowiedzial, ze nie... ZROBILAM COS STRASZNEGO I ZAJRZALAM DO TELEFONU...okazalo sie ze z kims rozmawia...zauwazylam jakies buziaczki, pisanie zdrobnialych imion(sms byl nadany dzien po zerwaniu ze mna)... powiedzialam mu to... powiedzial, ze raz sie z nia spotkal i ze to nie byla randka, ze stwierdziali ze to nie ma sensu, ze chcial z kims pogadac,ze to mnie ma w glowie a nie ja... bylam wsciekla...nastepnego dnia rano plakal i przepraszal ze byl beznadziejny...wyszlam bez slowa... po powrocie byl zupelnie inny... zapytalam dlaczego plakal 'odpowiedzial ze czuje ze mnie traci'...<br />
rozmawialismy i stwierdzil, ze mozemy zaczac od naprawy relacji na stopie kolega-kolezanka... powiedzial, ze nie potrafi tak nagl sie zmienic... a ja ja sie boje... boje sie ze mimo moich staran...nic sie nie uda, ze to walka z wiatrakami... jest tak dziwnie... czasem podejdzie pocaluj w policzek,przytuli...ale ze potrzebuje czasu...<br />
Proszę o pomoc... nie wiem co mam myslec, nie wiem co robić, żeby ratować ten związek...Kazdy mówi mi co innego... jednak znajomi to znajomi... a ja potzrebuje,żeby ktoś obiektywnie na to spojrzał i się wypowiedział... Bardzo go kocham, bardzo go potrzebuje...i chce walczyć... tylko nie wiem czy starczy mi siły... Pomocy...]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Witam.<br />
              Mój problem dotyczy mnie i mojego chłopaka. Otoz, jestesmy (czy raczej byliśmy) ze sobą 2 lata, a 2 miesiące temu zdecydowaliśmy się zamieszkać razem... To ja postanowiłam porzucić swoje dotychczasowe miejsce pobytu bez możliwości powrotu tam i zamieszkania w jego mieszkaniu. Zawsze wydawało mi się,że wiedziemy szczęśliwy związek, w którym bardzo się kochaliśmy... często słyszałam te zapewnienia o wspólniej przyszłości, dzieciach ( dla których mieliśmy nawet wybrane imiona),psach, kotach i pięknej wspólnej starości. Dwa tygodnie temu miała miejsce sytuacja, której się nie spodziewałam... Zapytalam 'kochales mnie kiedykolwiek?' - 'tak', 'a kochasz?' -"kocham", 'achcesz ze mna byc'-'nie wiem'... po tym zabralam kilka rzeczy i wynioslam sie do znajomej na tydzien, kolejny tydzien... tez minal w czekaniu na odpowiedz...powiedzial, ze chce czasu... w koncu przyjechal pewnego dnia i powiedzial, ze to koniec,zebysmy sie rozsali, zebysmy zosali kolega i kolezanka...powiedzial, ze jego decyzja jest spowodowana naszym lekkim niedopasowaniem charakterow... przez te 2 tygodnie nie bylo godziny (oprocz tych ktore przespalam) zebym o tym nie myslala... zastanowilam sie nad swoimi błędami...było ich mnóstwo...teraz dopiero zdaję sobie sprawę z tego co wyprawiałam... obrażałam się we wszystkich możliwych miejscach na ziemi,bardzo często,o głupoty robiłam awantury, często się pakowałam i wychodziłam z mieszkania a pozniej wracalam, chciałam zamknąc go w słoiku... dla mnie jego uwaga o tym, ze 'gdybyd sie tak nie obrazala bylabys idealna'.'jedyna rzecz ktora mi w tobie przeszkadza to obrazanie sie'...nigdy tego do siebie nie bralam...bo przeciez wszedzie sa klotnie(z tym, z ja je robilam bardzo czesto)...i to byl moj blad...bardzo tego zaluje,jestem gotowa calkowicie sie zmienic...powiedzialam mu to...odpowiedzial, ze po tylu zapewnieniach,ktore mu dawalam on jz nie wierzy(przysiegam,zawsze puszczalam to mimo uszu...teraz dopiero to widze). Bylam zmuszona wrocic do tego mieszkania, poniewaz tu pracuję...zapytalam czy kogos ma...odpowiedzial, ze nie... ZROBILAM COS STRASZNEGO I ZAJRZALAM DO TELEFONU...okazalo sie ze z kims rozmawia...zauwazylam jakies buziaczki, pisanie zdrobnialych imion(sms byl nadany dzien po zerwaniu ze mna)... powiedzialam mu to... powiedzial, ze raz sie z nia spotkal i ze to nie byla randka, ze stwierdziali ze to nie ma sensu, ze chcial z kims pogadac,ze to mnie ma w glowie a nie ja... bylam wsciekla...nastepnego dnia rano plakal i przepraszal ze byl beznadziejny...wyszlam bez slowa... po powrocie byl zupelnie inny... zapytalam dlaczego plakal 'odpowiedzial ze czuje ze mnie traci'...<br />
rozmawialismy i stwierdzil, ze mozemy zaczac od naprawy relacji na stopie kolega-kolezanka... powiedzial, ze nie potrafi tak nagl sie zmienic... a ja ja sie boje... boje sie ze mimo moich staran...nic sie nie uda, ze to walka z wiatrakami... jest tak dziwnie... czasem podejdzie pocaluj w policzek,przytuli...ale ze potrzebuje czasu...<br />
Proszę o pomoc... nie wiem co mam myslec, nie wiem co robić, żeby ratować ten związek...Kazdy mówi mi co innego... jednak znajomi to znajomi... a ja potzrebuje,żeby ktoś obiektywnie na to spojrzał i się wypowiedział... Bardzo go kocham, bardzo go potrzebuje...i chce walczyć... tylko nie wiem czy starczy mi siły... Pomocy...]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>
